wtorek, 16 grudnia 2014

Mama

Tak bardzo smutno i pusto. Jedynym pocieszeniem jest to, że już nie cierpi… Wierzę, że spotkała się z najbliższymi… Mamusia odeszła na zawsze…. Jednak w naszych sercach pozostała….
Kochamy Cię Mamo!

Pozostawcie w swojej pamięci
wszystko co dobre przydarzyło się
Wam ode mnie. Wspominajcie
mnie tak jak chcielibyście,
żeby Was wspominano.
Proszę, módlcie się, by światło
wiekuiste świeciło mi na wieki.

czwartek, 4 września 2014

Zlot w Sulejowie

W czwartek o 19:40 wyruszyliśmy z Jackiem PKSem, do Sulejowa na zlot IPONKów. Po 10 i pół godzinie dotarliśmy na miejsce. Zostaliśmy wcześniej poinformowani przez znajomą, która miała przyjemność uczestniczyć w zeszłorocznym Zlocie, że niedaleko od przystanku  mieści się skrzynka pocztowa. Na owej skrzynce napisane są numery telefonów do panów taksówkarzy i można wezwać jedną z dwóch funkcjonujących tu taxi ;) Skrzynkę znaleźliśmy, numery też choć zostały zmodyfikowane. Niektóre wydrapane, inne widać że przemalowane. Jak się później okazało panowie taksówkarze w ten sposób zwalczają konkurencję ;) Na szczęście udało nam się dodzwonić i tym sposobem dotarliśmy do ośrodka.
Na miejscu cicho, głucho i pusto. Postanowiliśmy pozwiedzać teren, mimo że pora nie była najlepsza do wędrówek, szczególnie po tak długiej podróży. Po jakimś czasie zjawiła się pani, która przydzieliła nam domek numer 3. Jednak w tym czasie zdążyłam zmarznąć okropnie. Miałam na sobie koszulkę, sweterek, bluzę Jacka, schowałam się pod dwa koce i kołdrę i przez kilka godzin telepałam się z zimna. Jednak kilka warstw i dawka snu, sprawiła, że w końcu zaczęłam odczuwać coś w rodzaju ciepła ;) Ogarnęliśmy się i wysunęliśmy z domku. A tam słonko i sporo zlotowiczów. Zaczęła wstępować  we mnie energia. Kilka znajomych twarzy, więcej nieznajomych... Ogólnie pojawiło się 70 osób. 

Pogoda sprzyjała, zasiedliśmy więc na świeżym powietrzu. Później obiadokolacja i powrót na ławeczki. Muzyczka, tańce i napoje wyskokowe. Imprezka zwinęła się około 3 nad ranem. Niektórzy kontynuowali w mniejszych gronach w domkach. My mieliśmy dość. 
Rano śniadanko i nie najlepsze samopoczucie ;) leniwe snucie się po okolicy. Popołudniu werwa wróciła i spacer nad urokliwą rzeczkę, gra w minigolfa, pójście do pobliskiego sklepiku ;) 
Na wieczór zaplanowane było ognisko, niestety zaczął padać deszcz. Wszamaliśmy więc kiełbaski i kaszanki przyrządzone najpewniej na grillu, oganiając się od komarzyc. Deszcz stukała o daszki, a my pod wiatami konwersowaliśmy wesoło. Deszcz ustał i Jacek stwierdził, że ognisko musi być. No i było. 
Grzaliśmy się przy ogniu i bawiliśmy wesoło. Niestety znów kiepsko się poczułam, tym razem winny był mój kark, który zaczął mnie piekielnie boleć i doprowadził do mdłości. Z żalem opuściliśmy imprezę. 

Rano śniadanie, pakowanie i wyjazd. Pojechaliśmy do Strzelina, bo Jacek musiał załatwić sprawę u siebie. Zajechaliśmy w niedzielę wieczór, a we wtorkowy poranek kolejna podróż do Szczecina. Dzień odpoczynku i do pracy. Choć te eskapady dość męczące, to przyniosły sporą dawkę pozytywnej energii. Koniec

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Ania

Musiałam rano przed pracą podjechać do MOPR-u bowiem w ankietę, którą panie wypełniały podczas kontroli wkradł się błąd i trzeba było poprawić. Po drodze zakupiłam w kiosku 'Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery, bo moja dawna mi się gdzieś zawieruszyła. 

Po wczorajszej tabletce przeciwbólowej dziś lepiej się czułam. Zechciałam to lepsze samopoczucie fizyczne wykorzystać na coś pożytecznego i po powrocie z pracy wzięłam się za sprzątacie. Efekt jest taki, że jest czysto, a ja znów kiepsko się czuję. Eh...

niedziela, 24 sierpnia 2014

odpoczynek

Udało mi się w weekend trochę zregenerować siły. Kładłam się wcześniej spać, później wstawałam. Organizm czasem daje mi znaki, że przeginam i wtedy staram się go posłuchać, inaczej może się to kiepsko skończyć. A niedzielne popołudnie spędziłam na rysowaniu. Chcę zrobić kilka nowych prac przed zlotem reumatyków ;) Narysowałam kociaka.

piątek, 22 sierpnia 2014

kontrola

Miałam rano kontrolę z MOPRu. W zeszłym roku złożyłam wniosek o dofinansowanie sprzętu komputerowego z projektu 'aktywny samorząd'. Wniosek rozpatrzono pozytywnie, dofinansowanie przyznano, sprzęt zakupiłam i użytkuję z powodzeniem :D Dziś przyszły dwie miłe panie sprawdzić czy wszystko jest jak należy. Nieprawidłowości nie stwierdzono, wszystko gra. 

Gadałam dziś z Jackiem 2h i 13 min. O jego przyjeździe, o kontroli, szybach samochodowych, kukurydzy, remoncie i kilku innych mało istotnych sprawach....
A wczoraj, jak mu powiedziałam o terminach wizyt, gdzie druga w kolejności przypada na 24 czerwca, stwierdził że już będziemy PO*.

* po ślubie :)

środa, 20 sierpnia 2014

reumatolog

Miałam wizytę u mojej doktor reumatolog. Zadziwiająco szybko udało mi się wejść do gabinetu, niemal z marszu. Powiedziałam, że dokuczają mi nieco stawy barkowe i łokciowe. Skończyło się na zwiększeniu dawki sterydów. Zostały mi wyznaczone terminy wizyt na cały przyszły rok, więc nie będę musiała wystawać w kolejkach do rejestracji. W drodze powrotnej zrobiłam zakupy. Nabyłam spodnie dresowe, bo szykuje mi się w październiku rehabilitacja i potrzebny strój sportowy. Spodnie to jeszcze nie strój, ale dobry początek ;) 

wtorek, 19 sierpnia 2014

pobieranie

Dziś pobudka o 5:30, bo musiałam pojechać na pobranie krwi. Byłam na tyle rozsądna, że wczoraj położyłam się wcześniej spać, więc dałam radę wstać w miarę bezproblemowo. O dziwo w przychodni nie było zbyt dużo ludzi dzisiaj, więc już o 7:30 było po wszystkim. W drodze powrotnej wstąpiłam do cukierni po drożdżówki z serem i kruszonką. Niedługo po mnie przyszedł braciszek, bo odbierał dowód osobisty w pobliskim urzędzie. Potowarzyszyłam mu i mamie do 9, a potem zasiadam do pracy. Kontynuowałam teksty o szybach, na drugą wersję strony. Jeden z trudniejszych tematów, jakie miałam do tej pory. 

Do południa było mi zimno, choć ubrałam się ciepło. Łapy zgrabiałe, gęsia skórka. Nie znoszę uczucia zimna. Dopiero gorąca kawa mnie rozgrzała. 

Jutro wizyta u mojej reumatolog. Ne lubię!

Po głowie chodzi mi kolejny rysunek :D

niedziela, 17 sierpnia 2014

Końowe odliczanie... 1 - Bum!

Dzień 100
Ostatnia notka pod szyldem 100 szczęśliwych dni :) Ale blog oczywiście nie kończy swego istnienia i wpisy nadal będą się pojawiać. Choć obawiam się, że z wraz zakończeniem akcji, znacznie rzadziej. Była to jednak spora motywacja ;)

Zimno się zrobiło i zasnęłam dziś na siedząco. A na osłodę zjadłam smaczną roladę :D Gdyby był Jacek, pewnie upiekłby jakieś ciacho, a tak musiałam zadowolić się gotowcem.

sobota, 16 sierpnia 2014

spotkanie. końcowe odliczanie... 2

Dzień 99
Fizycznie z rana nie najlepiej się czułam, obolała i jak zwykle niewyspana. Później nieco się rozruszałam i poszłam na zakupy. Przyszła sisterka w odwiedziny, a ja uderzyłam się w palec. Tak to jest jak się łazi na boso ;) A po obiedzie poszłam na umówione spotkanie ze znajomą. Pogawędki o rękodziele, pracy terapeuty zajęciowego, wyjazdach i pisaniu tekstów. Kawa z czekoladą i bitą śmietaną, smaczna :) Teraz znów kiepsko się czuję :| Coś mi się stawy zaczęły buntować :(
dokończony rysunek

piątek, 15 sierpnia 2014

rysunek. końcowe odliczanie....3

Dzień 98
Dziś mogłam pospać nieco dłużej :) Potem odrobiłam dwie zaległe godziny pracowe. A popołudniu wzięłam się za pracę twórczą. 4 miesiące temu koleżanka zamówiła u mnie rysunek. Dość skomplikowany i trudno było mi się zebrać, tym bardziej że nie miałam presji czasu. Od tamtej pory coś tam udało mi się stworzyć, ale raczej proste obrazki, nie wymagającego takiego nakładu czasu i pracy. Kilka dni temu zrobiłam przygotowanie, a dziś w końcu zaczęłam rysować. Po kilku dobrych godzinach pracę ukończyłam. Jutro spojrzę świeżym okiem i ewentualnie dopracuję.  

Zdjęcie jak można się domyślić zrobiłam w czasie pracy. Gotowy rysunek sfotografuję jutro, bo słabe światło.

czwartek, 14 sierpnia 2014

trudny dzień

Dzień 97
Ciężki dzień dzisiaj. Znów za długo się wylegiwałam w łóżku i musiałam się spieszyć, czego bardzo nie lubię. Wlazłam pod prysznic i jak na złość, nie chciał mi się zapalić bojler. Próbowałam kilka razy, a woda zimna. Czasem tak ma, że się zwiesza - zapala się wtedy czerwona lampka i trzeba wcisnąć guziczek ;) Żeby to sprawdzić musiałam się pofatygować do kuchni. Na miejscu okazało się, że jednak wszystko w porządku. Po kolejnej próbie się udało. Na szczęście mamusia dziś wstała wcześniej to mi zrobiła kanapki, ale za to powiedziała że coś nie tak z telewizorem. Poszłam sprawdzić i chwilę mi zajęło zanim zadziałało. A przed samym wyjściem okazało się, że mam bluzkę na lewą stronę. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć na czas, ale.... na miejscu okazało się, że miałam dziś pracować w domu. Niestety szef zapomniał mnie o tym poinformować. Wróciłam zła do domu i usiadłam do komputera. Jednak wciąż nadchodzili nowi goście i nie mogłam skupić się na pracy. W efekcie muszę jutro posiedzieć jeszcze dwie godzinki. A na dodatek Jacek dziś nie zadzwonił, bo imprezuje z rodziną. 

Wizyta Brata, Siostrzeńca z Córą (moją chrześniaczką) i jego Dziewczyną, a na zakończenie jeszcze Siostrzenicy, choć utrudniały mi robotę, w gruncie rzeczy były miłe i sympatyczne :) Tym bardziej, że brak czasu sprawia, że rzadko ich wszystkich widuję...

środa, 13 sierpnia 2014

przegląd

Dzień 96
Ciężko mi to ranne wstawanie idzie ;) Co prawda dziś wyrobiłam się ze wszystkim, ale ziewałam całą drogę, kontynuacja ziewania nastąpiła w pracy. Zdecydowanie za późno chodzę spać, ale trudno mi się przestawić.

Kontynuowałam mało atrakcyjny temat szyb samochodowych.

We wrześniu ma się odbyć kolejny, V już - Zlot Młodych Chorych Reumatycznie. Młodość pojęcie względne ;) Tym razem podczas zlotu zorganizowana będzie wystawa, na której będzie można wystawić dowolne prace. Obrazy, zdjęcia, rękodzieło... Chcę zawieźć swoje rysunki... W związku  z tym  przeglądałam dziś swoje zbiory, żeby wybrać te które uważam za najlepsze. Może do tego czasu stworzę coś nowego? Wszak muszę uaktualniać swoją stronę z rysunkami :D

Jakiś czas temu pożyczyłam Kindze "S@motność w sieci" Janusza L. Wiśniewskiego. Przysłała mi dzisiaj sms-a z pytaniem, czemu jej nie ostrzegłam, że to książka do płaczu i poinformowała mnie, że teraz siedzi w pracy i płacze (robi zapisy na masaże, więc w wolnej chwili może poczytać). Nie powiedziałam, bo nie chciałam jej zniechęcać ;D 

wtorek, 12 sierpnia 2014

nie zdążyłam

Dzień 95
Trudno było mi się dziś zwlec z łóżka... Na tyle, że nie zdążyłam go pościelić przed wyjściem. Muszę przestawić się na tryb 'bezJackowy' :) Jak jest u mnie, to On szykuje mi śniadanka i ścieli łóżeczko :D Teraz to moja działka... i okazuje się że czasu mało;P

Rano zadzwoniła do mnie Kinga przekazując mi przykrą wiadomość o śmierci Robina Williamsa. Świetny aktor, który odegrał wiele wspaniałych ról, w niezapomnianych filmach... Człowiek przyszłości, Między piekłem a niebem, Patch Adams, Jack, Pani Doubtfire. Filmy budzące emocje. Smutno...

W pracy aktualnie piszę o szybach samochodowych :/ Temat, który niestety mi nie idzie, a nawet nie leży ;P No ale muszę jakoś przebrnąć.

Po powrocie ogarnęłam nieco kuchnię i na nic więcej nie starczyło mi sił, bo 'połamana' z lekka jestem. 

Temperatura spadła poniżej 30° i zaczęłam marznąć ;)

Ogólnie dzień jakoś mało pozytywny.... Ale zmobilizowałam się, żeby trochę poćwiczyć stawy barkowe, które zaczęły mi dokuczać bardziej niż zwykle. I tym optymistycznym akcentem zakończę na dziś.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

kotek na drzewku

Wczoraj wieczorem szef mi napisał, że do pracy mam przyjść na 10:00. Dzięki
dzień 94
temu mogłam trochę dłużej pospać ;) Ale i tak jestem zmęczona jakaś, co jest nawet widoczne, bo jak mnie szef zobaczył to spytał czy imprezowałam w weekend ;) 

Dziś obejrzałam prognozę pogody. Zwykle nie patrzę, bo nie wierzę w ich przewidywania. Ale się zdarzyło i Pan Pogodynek oznajmił, że to już "ostatnie upały na zawsze tego lata".... stwierdzenie tyle śmieszne (przez sformułowanie), co smutne (przez wieści). Wiem, wiem napisałam, że nie wierzę w prognozy. Jednak złym informacjom łatwiej dać wiarę, a miłośniczki słońca i gorąca taka wiadomość nie może nastrajać  optymistycznie....
W drodze na przystanek mijałam panią, która karmiła gołąbka. Niby nic nadzwyczajnego, ale ten jadł jej z ręki :D Fajny obrazek :) 

Jak juz mowa o obrazkach, to znalazlam chwile na relaks przy rysowaniu. Niestety nie takim rysowaniu jak zawsze... bez kredek pastelowych i artystycznego nieładu wokół ;)  Malutki obrazeczek wykonany ołówkiem, dokoloryzowany cienkopisem. 
Akcja 100happydays.com, zbliża się do końca :) Ciekawam, z jaką częstotliwością będą pojawiać się notki ;)

niedziela, 10 sierpnia 2014

hakuna matata

Dzień 93
Na wczorajszych pokazach fajerwerków towarzyszył nam mój braciszek. Trochę potańczyliśmy w takt muzyki, powygłupialiśmy się, no i obejrzeliśmy dwa pokazy. Oba bajeczne! Synchronizacja z muzyką fantastyczną, niebo rozświetlone, niesamowity huk. Jedno co mi psuło radochę, to wszechobecne pająki. I to nie byle jakie, okazy jak się patrzy! brr

Jacek dziś pojechał. Skorzystał z oferty BlablaCar. Odprowadziłam go, a potem posiedziałam na ławce z książką. Poszłam ugasić pragnienie i kontynuowałam relaks na powietrzu. Później poszłam do kościoła. Mszę do spółki  z ojcem dominikaninem z naszej parafii, prowadził misjonarz ojciec Otto Katto. Niesamowicie pozytywny człowiek. Grał na bębnie, demonstrował tamtejsze przedmioty codziennego użytku i opowiadał o trudach życia w Afryce. I głosił hasło 'hakuna matata' :D
 
a na dokładkę fotki z pyromagic...
  

sobota, 9 sierpnia 2014

Pyromagic

Dzień 92
Pierwszy dzień z pokazami fajerwerków za nami. Było świetnie. Choć muszę przyznać, że się umęczyłam. Dziś ciąg dalszy, tylko właśnie zaczął padać deszcz. może jeszcze się wypogodzi. Zobaczymy....

Jacek musi jutro wyjechać :(

piątek, 8 sierpnia 2014

pająk

Dzień 91
Dziś na furtce, obok klamki siedział pająk, na szczęście szef mi otwierał, więc nie było problemu. Niestety pająk upodobał sobie to miejsce na dobre i jak kończyłam pracę to nadal sobie odpoczywał. Pełna strachu chwyciłam za brzeg klamki, a ten się poruszył. No i koniec, nie potrafiłam opanować lęku. Wróciłam i poprosiłam szefa, żeby mnie wypuścił, bo moja fobia jest silniejsza niż skrępowanie ;) Szef zażartował, że rzuci mi go na plecy, ale ostrzegłam że więcej nie przyjdę ;D Wstrzymał się. Na co dzień da się z tym żyć, ale czasem taka fobia bywa naprawdę kłopotliwa. 

Jacek upiekł murzynka ze śliwkami :) mniam...

Dziś w Szczecinie Pyromagic - będzie co oglądać :) Jutro będą fotki :)

czwartek, 7 sierpnia 2014

kolorowy wośp

Dzień 90
Dziś jakiś taki zakręcony dzień :) Pisałam trochę o kwiatkach, trochę o złomie ;)

Poszliśmy z Jackiem na zakupy, przy okazji rozejrzeć się też za prezentem dla mamusi. Urodziny ma co prawda na koniec sierpnia, ale później pewnie bym latała na ostatnią chwilę. A tak nawet znaleźliśmy co chcieliśmy :)

A na pobliskim budynku wymalowali WOŚP :)

środa, 6 sierpnia 2014

spotkanie

Dzień 89
Do końca pracy (w domu) zostało mi 1,5 godziny, kiedy zadzwonił telefon. Znajoma zajechała do Szczecina i miała wolną chwilę. Mieliśmy spotkać się za pół godziny. Zrobiłam więc przerwę w robocie, tym bardziej, że miałam chwilowy problem z internetem. Ekspresowe mycie głowy, suszenie i makijaż. Nawet się wyrobiłam. Towarzyszył mi Jacek i poszliśmy we trójkę do Galaxy na kawę. Pyszną mrożoną kawę, w wielkiej szklanicy. 

Po spotkaniu wstąpiliśmy na małe zakupy. Zajrzeliśmy też do Empiku, bo uwielbiam tamtejszy asortyment... książki, artykuły papiernicze, komponenty do tworzenia rękodzieła... cudo. Ponieważ w planach mam zużycie fioletowej farby do końca, to nabyłam dwa grube pędzle :) 

Przemieszczając się po Centrum Handlowym natknęliśmy się na jedną z podopiecznych TPG, która była tam ze swoją rodziną. TPG to Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym, gdzie przez kilka lat byłam wolontariuszką. Wspominam ten czas z sentymentem :) Niestety musiałam zrezygnować z wolontariatu. 

Po powrocie do domu wszamaliśmy obiad, po czym dokończyłam pracę.

wtorek, 5 sierpnia 2014

wizyta w bibliotece

Dzień 88
Dziś też pracowałam w domu. Udało mi się bez robienia sobie przerw, więc skończyłam o normalnej porze :) Popołudniu poszliśmy z Jackiem do biblioteki, zrobiliśmy sobie spacerek. Po drodze skusiliśmy się na lody dla ochłody. Hasło reklamowe wypisane na tablicy wystawionej przed budką brzmiało "Twarde lody" ;D I rzeczywiście były bardzo zmrożone i nie topiły się zbyt szybo. Domyślam się, że właśnie to mieli na myśli twórcy hasła :) Prócz tego były maksymalnie waniliowo-waniliowe :D Naprawdę smaczne. 

W bibliotece wypożyczyłam książkę Nicka Vujicic – „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”. Miałam zamówioną, więc w bibliotece spędziłam zaledwie chwilę. Ten wieczny brak czasu i pośpiech... eh. Pamiętam jak byłam dzieckiem i chodziłam do biblioteki z siostrą. To ona zaraziła mnie zamiłowaniem do czytania. Lubiłam krążyć między regałami szukając odpowiedniej dla siebie książki, chłonąć ten specyficzny klimat i zapach papieru.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

po metotreksacie

Dzień 87
Byłam gotowa do wyjścia, jak zadzwonił szef z informacją, że ma awarię internetu i mam zostać w domu. Zlecił mi do pisania teksty. Ucieszyłam się, bo kiepsko się dziś czułam, jak co poniedziałek zresztą. Winowajcą jest metotrexat. Zamierzałam iść do biblioteki po pracy, ale nie byłam w pracy, więc książki muszą poczekać na oddanie do jutra. Przyszły dziś Kasia i Kinga w odwiedziny. A wieczorem zrobiliśmy sobie z Jackiem kolejny seans filmowy.

niedziela, 3 sierpnia 2014

burza

Dzień 86
Upalna niedziela. Nawet ja miłośniczka takiej pogody odczuwam zmęczenie. Ale popołudniu przyszła burza. Nie byle jaka! Aż się bałam. Grzmiało, błyskało i potężnie lało. Przez parę godzin, więc jest szansa, że odczujemy to w powietrzu i będzie można trochę odetchnąć. A tak w ogóle to leniwie i filmowo.


sobota, 2 sierpnia 2014

splot

Dzień 85
Cały dzień bez wychodzenia z domu. Gorąco, choć słońca niewiele. Nie najlepiej się czułam przez pół dnia, przez drugie pół sprzątałam. Wieczorkiem próbowałam nauczyć się splotu sznurkiem, okazał się całkiem prosty. Może do czegoś wykorzystam :)

Jacek dla ochłody mi przyniósł chłodne piwko. Zrobiliśmy sobie seansik filmowy. "Lot", w którym odtwórcą głównej roli był Denzel Washington. Świetny film, polecam.

Słychać pomruki, burza idzie! Dobrej nocy:)

piątek, 1 sierpnia 2014

podkładki

Dzień 84
Dziś pracowałam w domu. Temat limuzyn skończony. 
Był Braciszek. 
Wieczorem dla odprężenia, wzięłam się za tworzenie. Od siostry dostałam podkładki pod piwo - takie knajpowe, tekturowe. Postanowiłam je przerobić na własne potrzeby i przemalowałam, a na środku wkleiłam koniczynkę. Jak na razie zrobiona tylko jedna, reszta w wolnym czasie. Jak to stwierdziła moja mama:
"Jak Ela zajmuje się tą swoją plastyką, to odpoczywa" :)  Coś w tym jest!

czwartek, 31 lipca 2014

moim zdaniem

Dzień 83
Dziś kontynuowałam w pracy temat limuzyn. Firma o której piszę na w swojej ofercie min. przewóz limuzyną na komunie, chrzty i urodziny dla dzieci. O ile taką niespodziankę na urodziny jeszcze jestem w stanie zaakceptować, jako rodzaj atrakcji, to w przypadku komunii jest to dla mnie zwyczajnym snobizmem i przesadą. Niestety, chcąc nie chcąc musiałam napisać jaka to fajna sprawa. Szukając inspiracji do tekstu, bo sama nie potrafiłam wymyślić pozytywów, poczytałam co nieco o tym jak w dzisiejszych czasach wyglądają uroczystości komunijne. Gorzej niż źle, wszystko sprowadza się do sfery materialnej. Pocieszający jest fakt, że komentarze pod artykułami były negatywne i są znalazłoby się sporo osób z podobnym zdaniem do mojego :)

Spóźniłam się na tramwaj, którym zamierzałam jechać do pracy, ale za to spotkałam koleżankę. Miłe spotkanko z rana :) Z kolei w drodze powrotnej natknęłam się na siostrzenicę z jej koleżanką. 

Na obiad Jacek przygotował pyszną lazanię, a na deser kupił napoleonkę. Utuczy mnie jeszcze przed ślubem ;)

środa, 30 lipca 2014

spotkanie

Dzień 82
Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami i zaczęła się burza. Choć oczekiwana to dobrze, że trwała krótko, bo zdążyła się skończyć przed wyjściem z pracy :)

Szybki powrót do domu, szybki obiad, szybkie odświeżenie się i przebranie i szybki wypad na spotkanie z koleżankami z liceum ;) Parę dni temu zupełnie spontanicznie napisałam do jednej z nich z pytaniem, czy ma ochotę na kawę w moim towarzystwie. Miała. Potem do drugiej i tym sposobem spotkałyśmy się we trzy dziś na kawie i pogaduszkach :) Doszłam do wniosku, że nie zawsze ludzie się zmieniają z biegiem lat. Jak dla mnie to ta sama Agnieszka i Monika, z którymi chodziłam do klasy :) Jak to na takich spotkaniach bywa, na zakończenie były zapewnienia, że będziemy spotykać się częściej.... zobaczymy :) 

Pierwsza ze wspomnianych mieszka stosunkowo blisko mnie, postanowiłam ją kawałek odprowadzić. Na dworze zrobiło się całkiem przyjemnie. I tak się jakoś złożyło, że zaszłyśmy prawie pod jej dom. W pobliżu jest park, wiec zamiast wracać tą samą drogą, koło ulicy przeszłam sobie okrężną drogą parkiem. W konsekwencji teraz ledwo łażę, ale co tam. Miło było :) Fotka zrobiona podczas powrotu do domu :)

wtorek, 29 lipca 2014

zwyczajnie...

Dzień 81
Jak już wczoraj wspomniałam dziś pracowałam w domu. Skype mi nawala i wiadomości od szefa przychodziły do mnie z opóźnieniem. Postarałam się już o nowy. 
Spadł deszcz, ale nadal upalnie. Na osłodę wszamałam tubkę mleczka słodzonego ;P
Przyszła ciocia z wizytą, ostrzygła mi narzeczonego ;) Teraz Jacek ma dużo mniej na głowie :)
Wieczorny seansik przed telewizorkiem i prasowanko. 
Ot, dzień jak co dzień...

poniedziałek, 28 lipca 2014

strona

Dzień 80
Pierwszy dzień w pracy po urlopie. Obawiałam się, że rozleniwiłam się i trudno mi będzie wziąć się do roboty, na szczęście nie było aż tak źle. Piszę o limuzynach na ślub, na wieczory kawalerskie i panieńskie, eventy, itp. Temat dość przystępny, przynajmniej na razie. Ponieważ tekstów na stronę do napisania jest sporo i nie potrzeba dodatkowych wytycznych, jutro będę pracować w domu. 

Udało mi się skończyć stronkę z moimi rysunkami. Nie do końca jestem z niej zadowolona, ale nie wiem też co mogłabym jeszcze zmienić. Ufam, uda mi się dodawać na bieżąco nowe prace. Zapraszam do oglądania :D

niedziela, 27 lipca 2014

jarmark jakubowy

Dzień 79
Wybraliśmy się z Jackiem, siostrą i szwagrem na Jarmark Jakubowy. Pochodziliśmy między straganami, na których sprzedawano ręcznie robioną biżuterię, pudełka ozdobione metodą decoupage, miody, nalewki, ubrania, torby filcowe, swojskie wędliny, itp. Skusiliśmy się na precelki i obwarzanki ptysiowe. Lubię takie imprezy, jak tak mijam te barwne stoiska wychodzi ze mnie dziecko :) Nie przeszkadza mi gwar i ścisk. Jest fajnie :D

Reszta dnia dość leniwa i spokojna.Trochę przed telewizorem, trochę przed komputerem.

Ostatni dzień wolnego, czas wrócić do pracy... Trzeba będzie się wdrożyć na nowo, przyzwyczaić do wstawania. Znów dzień będzie jakby krótszy ;P

Tak sobie myślałam, że podczas urlopu zrobię porządek w papierach, poświęcę trochę czasu na rysowanie, ale niestety ani jednego, ani drugiego nie udało mi się zrealizować. Za krótko ;P  Cieszę się, że pogoda dopisała, niemal cały czas było słonecznie, miałam więc okazję podładować swoje bateryjki ;) 

sobota, 26 lipca 2014

imieniny

Dzień 78
Imieniny Anny. Siostry mojej. I ja tam byłam winko dobre piłam, trochę potańczyłam, dobrze się bawiłam :) Trocheśmy niewyraźne, ale nie ma to nic wspólnego z przeziębieniem ;P

piątek, 25 lipca 2014

owocowo

Dzień 77
Dziś ostatni dzień urlopu :( Na szczęście przede mną jeszcze weekend :)

Byliśmy dziś z Jackiem na zakupach i wróciliśmy obładowani jak wielbłądy. Różne różności + owoce: porzeczki, truskawki, morele, brzoskwinie, gruszki, śliwki i banany. Te ostatnie dla mnie do pracy. Zawsze w pracy jem bułkę z bananem, dla lepszej formy ;)
Popracowałam trochę nad własną stronką z rysunkami :)

Ojć burza przyszła! Uciekam!

czwartek, 24 lipca 2014

deszcz

Dzień 76
Po wczorajszych wędrówkach, dziś nieco kuśtykaliśmy. Jednak odczuliśmy w nogach wychodzone kilometry. Przyszła Siostra i Brat. Posiedzieliśmy przy kawce. Opowiedzieliśmy jak było nad morzem. Później planowałam odpoczywać, ale w międzyczasie odzyskałam werwę, nogi przestały boleć i wzięłam się za sprzątanie. Po południu spadł deszcz! :D Choć uwielbiam upały, to nawet ja z zadowoleniem przyjęłam opady :) 
Zrobiłam z pudełka po czekoladkach, pojemnik na biżuterię. Oczywiście przemalowałam na fioletowo. Łańcuszki w osobnych przegródkach może przestaną mi się plątać i w ogóle łatwiej będzie wszystko znaleźć. Potem pochichotałam przy książce. Początkowo była nudnawa, wbrew odmiennym zapewnieniom na tyle okładki. Jednak rozkręciła się i zaczęła mnie bawić :) Aż mama przyszła z drugiego pokoju spytać z czego się tak chichram :D

środa, 23 lipca 2014

morze

Dzień 75
Planowany na poniedziałek wyjazd nad morze nie wypalił, ale udało się zrealizować go dziś. Chcieliśmy pojechać busem, niestety po wejściu do pojazdu okazało się, że przewozy realizowane są po wcześniejszej rezerwacji miejsc. Opuściliśmy więc busa i poszliśmy na nieodległy przystanek PKS. Tym razem się udało. Po 9 byliśmy na miejscu. Słonko świeciło, ale wiał niemiłosierny wiatr. Było mi okropnie zimno, aż włosy na rekach stały mi dęba. Spacerowaliśmy brzegiem morza, a fale oblewały nam stopy. Znużeni łażeniem, położyliśmy się trochę na piachu. Zdradliwa pogoda, bo dzięki wiatrowi nie było czuć jak słonko przypieka. Mam strasznie bladą karnację, nie przyzwyczajoną do opalanie, więc bałam się przesadzić. Dlatego nie leżeliśmy zbyt długo i postanowiliśmy pójść do jednej z licznych knajpek. Zadzwoniłam do znajomego, który mieszka w Międzyzdrojach, z pytaniem czy ma ochotę na spotkanie.  Miał. Zaprowadził nas szlakiem na Kawczej Gorze na punkt widokowy. Piękny widok na morze, rozległa panorama. Cudnie. Potem ponownie zeszliśmy na plażę. Zgłodnieliśmy po długim marszu i poszliśmy wszamać rybkę. Potem spacer po molo i powrót do domu. Ledwo łazimy, ale warto było. 

p.s. Tomku, dziękujemy za towarzystwo, przewodnictwo i zdjęcia:D

wtorek, 22 lipca 2014

słonecznik

Dzień 74
Zakupy. Doniczki i przesadzanie kwiatków. Słonecznik - mniam. Zupa szczawiowa - mniam. Gorąco i leniwie... dlatego tak krótko ;)

poniedziałek, 21 lipca 2014

niespodziewany podarunek

Dzień 73
Niestety nad morze nie pojechaliśmy...
W zamian udaliśmy się na cmentarz odwiedzić tatę i dziadków. Zapaliliśmy symboliczne światełko, i położyliśmy stroik w kształcie serca. Ponieważ mieliśmy udać się nad morze, to nie mieliśmy przygotowanego obiadu. Postanowiliśmy w drodze powrotnej wstąpić do lokalu serwującego paszteciki, kebaby, frytki itp. zlokalizowanego na 'naszym' ryneczku. Na miejscu okazało się, że jest przerwa urlopowa. W zastępstwie chcieliśmy kupić pierogi, sprawdzone i smaczne, ale właściciel też właśnie wypoczywa. Przechadzaliśmy się po ryneczku i zastanawialiśmy się co z tym fantem zrobić, gdy tuż przed nas wystąpił pewien starszy pan pochodzący z jakiego azjatyckiego kraju. Na co dzień handluje u nas ciuchami. Spytał czy lubię kwiaty. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a ten powiedział że chce mi sprezentować. Na moje pytanie z jakiej okazji, odpowiedział, że tak po prostu chce. Potem dodał, że ma chorą córkę, która opiekuje się kwiatkami i chce mi jeden podarować. Oczywiście prezent przyjęłam :) Z wrażenia nie zapytałam co to za kwiatek i jak go pielęgnować :)
W odwiedziny przyszła Kinga, dawno jej nie widziałam. Jak zwykle przy Kini nieco się pośmiałam. Po południu obejrzeliśmy z mamą "Mój biegun".

p.s. Jacek zadowolił się zupką chińską, a mi zrobił omleta.

niedziela, 20 lipca 2014

kompot

Dzień 72
Szykujemy się na jednodniowy wypad nad morze. Wstąpiliśmy do marketu by zrobić drobne zakupy. Zmarzłam na dziale z jogurtami. Kupiliśmy owoce na kompot. Czarne porzeczki, czerwone porzeczki i jabłka. Kompot wyszedł smaczny. Kwaskowy, orzeźwiający, doskonale gasi pragnienie w ten upał :)

Jacek zrobił kawę mrożoną i deser z bitej śmietany i lodów. Zauważyłam, że przytyło mi się trochę. Muszę chyba ograniczyć słodycze. Nie będzie to łatwe....

Przeczytałam jedną z książek. 

Szef mi napisał, że firma mu się sypie beze mnie ;D Miło zostać docenionym, ale musi poczekać jeszcze tydzień. 

Nie jestem fanką Sylwii Grzeszczak, ale zacytuję słowa, które pasują do tych 100 szczęśliwych dni:

"Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest"

sobota, 19 lipca 2014

leniwie

Dzień 71
Upalnie! Cudownie!
Znów leniwie. Jak poszliśmy na ryneczek po zakupy, to handlarze zaczynali się zbierać ;) Jednak zdążyliśmy kupić wszystko co potrzebne.
Obiad też bez zbędnego wysiłku, skorzystaliśmy z szaszłykarni ;P
Jackowi zechciało się upiec ciasto. Marchewkowe. Zobaczymy, czy dorówna bratanicy ;P
Przemian w pokoju ciąg dalszy. Butelka po wodzie mineralnej, która służy do podlewania kwiatków została przemalowana na fioletowo. Teraz ładnie się komponuje ;P

piątek, 18 lipca 2014

przyjechał

Dzień 70
Dziś zwlokłam się z łóżka nieco wcześniej, choć wczoraj położyłam się koszmarnie późno i na dodatek nie mogłam zasnąć. W końcu odpłynęłam, ale obudziłam się po jakimś czasie i ponownie miałam problem z zaśnięciem. Dziwne, bo zwykle nie miewam tego typu problemów.... za bardzo kocham spać ;P

Przyszła Sisterka Kasia z mężem. Powymienialiśmy się wrażeniami z podróży. Po skończonej wizycie poszłam na zakupy, a potem wzięłam się za sprzątanie pokoju. Całą resztę  uprzątnęłam wczoraj.

Tuż przed 22 przyjechał Jacek. Ubrany w krótkie spodenki skojarzył mi się z bohaterem komiksu, A'Tomkiem ;P

czwartek, 17 lipca 2014

nowina

Dzień 69
Dziś spałam baaaardzo długo. Stwierdziłam, że skoro mam urlop, to mogę sobie pozwolić. Później smęciłam się w piżamie po domu. Jak obudziłam się na dobre to stwierdziłam, że czas najwyższy zrobić coś sensownego.... no i wzięłam się za porządki. Solidnie się napracowałam. Doszłam do wniosku, że czasem dobrze się tak fizycznie zmęczyć.

W rozmowie telefonicznej Jacek przekazał mi dobrą nowinę.... jutro przyjeżdża do Szczecina :D Miał dotrzeć później, ale pozmieniały się plany i zawita już jutro. Na krótko prawdopodobnie, ale i tak fajnie, bo zostało mi jeszcze trochę urlopu.

środa, 16 lipca 2014

tłumnie...

Dzień 68
Dziś dom pełen ludzi. Pierwszy przyszedł braciszek, potem ciocia, a na końcu siostra Anka z córą Weroniką. Tłumnie i gwarno. 

Poszliśmy z bratkiem załatwić ważną sprawę, a po drodze wstąpiliśmy do biblioteki, na lody i na zakupy. Wypożyczyłam dwie książki. Lektury typowe na urlop. Może uda mi się trochę nadrobić zaległości czytelnicze. Nawet jeśli nie są to pozycje zbyt ambitne.


wtorek, 15 lipca 2014

wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :D

Dzień 67
Dziś powrót do Szczecina. Zajechaliśmy na dworzec stosunkowo wcześnie, bo nie miałam biletu. Pociąg objęty jest całkowitą rezerwacją miejsc i przy kupnie biletu okazało się, że nie ma już miejsc siedzących. Na szczęście po wejściu do pociągu okazało się, że znalazło się siedzonko dla mnie w wagonie bezprzedziałowym. Nikt mnie w międzyczasie nie przegonił, więc podróż minęła spokojnie. Pociąg przyjechał planowo, bez żadnego opóźnienia. Miło :) 
W domku czekała na mnie mamusia :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

relacja

Dzień 66
We Wrocławiu byliśmy koło 11, iw  pierwszej kolejnosci podjechaliśmy do Parku Południowego. Bardzo urokliwe miejsce. Potem udaliśmy się na miejsce zjazdu, tj. byłego Zakładu Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów. Obecnie jest to Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. M. Lutra, w którym działa kilka instytucji, m.in dom pomocy społecznej, przedszkole i różnego rodzaju szkoły dla osób niepełnosprawnych i zdrowych. 

W momencie naszego przybycia, bylo już kilka osób. Zaczęło się rozpoznawanie, wspominki. Przyznam, że czułam się trochę nie na miejscu. W końcu byłam tylko osobą towarzysząca, z zupełnie innej bajki. Niestety nie mam też łatwości w nawiązywaniu kontaktów, więc czułam się trochę obco.

Jak zjechali się wszyscy, zaczęła się impreza. Pogadałam trochę, potańczyłam i dość wcześnie opuściłam zabawę. Jacek poszalał do 4 nad ranem. Śniadanko, trochę żartów przy stole, a o 13 wyjazd.

Przed wyjazdem do Wrocławia planowaliśmy spotkać się ze znajomą, ale niestety miała inne plany. Na szczęście plany jej się zmieniły i zadzwoniła, że jeśli nadal mamy ochotę to możemy się spotkać. Wyruszyliśmy więc na rynek, a tam znów spotkaliśmy zjazdowiczów. Ponieważ mieliśmy jeszcze sporo czasu, to poszliśmy z nimi coś wszamać. Pożegnaliśmy się i poszlismy w kierunku fontanny, gdzie byliśmy umówieni. Po chwili przyszła nasza znajoma, zwerbowała jeszcze kilku innych iponków wrocławskich. Miło spędziliśmy czas przy różnego rodzaju napojach i lodach. Koło 20 pożegnaliśmy się, bo o 21 z minutami mieliśmy ostatni pociąg do Strzelina. 

Zajechaliśmy wykończeni. Trudno było się obudzić, a i w ciągu dnia przysypialiśmy. Starzeję się chyba ;)

niedziela, 13 lipca 2014

wyczerpana

Dzień 65
Przed chwilą wróciliśmy z Wrocławia. Dwa pełne wrażeń dni za nami. Dodam, że bardzo wyczerpujące. Na tyle, że nie jestem w stanie dziś o nich napisać.

Pierwsze chwile we Wrocku. Park Południowy i ja w towarzystwie Fryderyka Chopina :)

sobota, 12 lipca 2014

zjazd

Dzień 64
Zaraz ruszmy w drogę do Wrocławia. Celem podróży jest spotkanie osób, które uczęszczały do Zakładu Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów. Brzydka nazwa. Już dziś nie funkcjonuje, tak samo jak i cała instytucja. Jacek będzie miał okazję spotkać się ze znajomymi po latach, ja jadę tylko na doczepkę ;) Podobno w zjeździe ma wziąć udział 49 osób. Wracamy jutro.
Do zobaczenia...

piątek, 11 lipca 2014

złoty napój

Dzień 63
Lenistwa ciąg dalszy...

Dziś nieco więcej połaziliśmy. Zaszliśmy na targ, do przychodni, na pocztę i do marketu. Pomalutku, bez pośpiechu... Pogoda fajna. Słonko nie zbyt nachalne, ciepło, ale nie upalnie....

A wieczorem orzeźwiający złoty napój. Wasze zdrowie!

Jutro wypad do Wrocławia... ale o tym jutro...

czwartek, 10 lipca 2014

poduszka

Dzień 62
Urlop upływa leniwie, czasami aż nadto ;P
Popołudniowy spacerek... Wstąpiliśmy do sklepu i kupiliśmy poduszkę w kwiatki. Może sny na niej będą bardziej kolorowe :)
Kasia, bratanica Jacka upiekła dziś ciasto marchewkowe. Ma talent po wujku. Ogólnie dość sceptycznie podchodziłam do tego wypieku, jakoś marchewki, nijak nie pasowały mi do ciasta. A jednak się pomyliłam, bo ciacho wyszło naprawdę smaczne :D

środa, 9 lipca 2014

Jacek

Dzień 61
Pada. Mocno. Długo już. Powietrze zrobiło się rześkie, łatwiej oddychać. 
Ogarnęliśmy z Jackiem nieco bałagan. Poszliśmy na krótki spacer. 
Ograł mnie w remika. Nie wiem dokładnie ile, ale dużo.
Chcieliśmy wybrać się do Ściegien k/Karpacza, do koleżanki. Niestety (dla nas) zjechała się akurat jej rodzinka, więc pomysł pozostanie niezrealizowany. Przynajmniej na razie.
Książka przeczytana.
A z boku w klatce siedzi sobie papużka falista zwana Jackiem. Kiedyś i ja miałam papużkę Dudusia, który w przeciwieństwie do Jacka był bardziej oswojony i chętnie siadał mi na ramieniu lub ręce. Ten stroni od towarzystwa, ale śpiewa jak należy ;P