Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 lipca 2014

zwyczajnie...

Dzień 81
Jak już wczoraj wspomniałam dziś pracowałam w domu. Skype mi nawala i wiadomości od szefa przychodziły do mnie z opóźnieniem. Postarałam się już o nowy. 
Spadł deszcz, ale nadal upalnie. Na osłodę wszamałam tubkę mleczka słodzonego ;P
Przyszła ciocia z wizytą, ostrzygła mi narzeczonego ;) Teraz Jacek ma dużo mniej na głowie :)
Wieczorny seansik przed telewizorkiem i prasowanko. 
Ot, dzień jak co dzień...

sobota, 19 lipca 2014

leniwie

Dzień 71
Upalnie! Cudownie!
Znów leniwie. Jak poszliśmy na ryneczek po zakupy, to handlarze zaczynali się zbierać ;) Jednak zdążyliśmy kupić wszystko co potrzebne.
Obiad też bez zbędnego wysiłku, skorzystaliśmy z szaszłykarni ;P
Jackowi zechciało się upiec ciasto. Marchewkowe. Zobaczymy, czy dorówna bratanicy ;P
Przemian w pokoju ciąg dalszy. Butelka po wodzie mineralnej, która służy do podlewania kwiatków została przemalowana na fioletowo. Teraz ładnie się komponuje ;P

poniedziałek, 7 lipca 2014

podróż

Dzień 59
Pobudka o 5, żeby zdążyć się ogarnąć ze wszystkim. Wolę wstać wcześniej, żeby nie musieć się spieszyć. Jako kobieta, reumatyczka w dodatku, potrzebuję dużo czasu żeby się ze wszystkim wyrobić.Dzięki wczesnej pobudce na pociąg zdążyliśmy ;) Druga klasa, ale przedział 6-osobowy, klimatyzacja (!), wygodne siedzenia. Podróż upłynęła bezproblemowo i przyjemnie. Każde z nas poświeciło się swojej lekturze. Dojechaliśmy do Wrocławia, a potem przesiadka w PKS i przejazd do Strzelina. Upał niemiłosierny, ale jako wielbicielka ciepła nie będę narzekać ;P Na dworzec pks przyjechała po nas Monika, tj. szwagierka Jacka. Napiliśmy się kawusi, wszamaliśmy racuchy i musieliśmy odespać. Jestem już jako tako przytomna.
p.s. na fotce ratusz strzeliński. Widok z okna :) 

wtorek, 10 czerwca 2014

przepisy

Dzień 32
Ostatnio na blogu rezasta.net przeczytałam fajny wpis. Niezwykle obrazowy opis choroby, w opowieści samego pana RZSa ;) Dziś rano dał mi popalić i boleśnie odczułam jego obecność. 

Rano padał deszcz, więc wzięłam kurtkę. W drodze powrotnej musiałam upchać ją do torby, bo nawet jak przewiesiłam przez rękę to było za gorąco. Grzeje, cudownie grzeje :) 

Zaczęłam przepisywać powyrywane z gazet przepisy na ciasta i desery. Lubię wklepywać teksty do kompa, relaksuje mnie to. A i Jacek będzie miał co robić ;)