Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deszcz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 lipca 2014

zwyczajnie...

Dzień 81
Jak już wczoraj wspomniałam dziś pracowałam w domu. Skype mi nawala i wiadomości od szefa przychodziły do mnie z opóźnieniem. Postarałam się już o nowy. 
Spadł deszcz, ale nadal upalnie. Na osłodę wszamałam tubkę mleczka słodzonego ;P
Przyszła ciocia z wizytą, ostrzygła mi narzeczonego ;) Teraz Jacek ma dużo mniej na głowie :)
Wieczorny seansik przed telewizorkiem i prasowanko. 
Ot, dzień jak co dzień...

czwartek, 24 lipca 2014

deszcz

Dzień 76
Po wczorajszych wędrówkach, dziś nieco kuśtykaliśmy. Jednak odczuliśmy w nogach wychodzone kilometry. Przyszła Siostra i Brat. Posiedzieliśmy przy kawce. Opowiedzieliśmy jak było nad morzem. Później planowałam odpoczywać, ale w międzyczasie odzyskałam werwę, nogi przestały boleć i wzięłam się za sprzątanie. Po południu spadł deszcz! :D Choć uwielbiam upały, to nawet ja z zadowoleniem przyjęłam opady :) 
Zrobiłam z pudełka po czekoladkach, pojemnik na biżuterię. Oczywiście przemalowałam na fioletowo. Łańcuszki w osobnych przegródkach może przestaną mi się plątać i w ogóle łatwiej będzie wszystko znaleźć. Potem pochichotałam przy książce. Początkowo była nudnawa, wbrew odmiennym zapewnieniom na tyle okładki. Jednak rozkręciła się i zaczęła mnie bawić :) Aż mama przyszła z drugiego pokoju spytać z czego się tak chichram :D

środa, 9 lipca 2014

Jacek

Dzień 61
Pada. Mocno. Długo już. Powietrze zrobiło się rześkie, łatwiej oddychać. 
Ogarnęliśmy z Jackiem nieco bałagan. Poszliśmy na krótki spacer. 
Ograł mnie w remika. Nie wiem dokładnie ile, ale dużo.
Chcieliśmy wybrać się do Ściegien k/Karpacza, do koleżanki. Niestety (dla nas) zjechała się akurat jej rodzinka, więc pomysł pozostanie niezrealizowany. Przynajmniej na razie.
Książka przeczytana.
A z boku w klatce siedzi sobie papużka falista zwana Jackiem. Kiedyś i ja miałam papużkę Dudusia, który w przeciwieństwie do Jacka był bardziej oswojony i chętnie siadał mi na ramieniu lub ręce. Ten stroni od towarzystwa, ale śpiewa jak należy ;P

środa, 2 lipca 2014

tłumnie

Dzień 54
Dziś w domu gwarnie i tłumnie. Przyjechała siostra z synem, jego dziewczyną i wnuczką oraz braciszek. Oczywiście im potowarzyszyłam i w efekcie do pracy usiadłam dopiero o 13. Skończyłam więc po 20... takie uroki pracy w domu. 

Wcześniej i tak musiałam pojechać do miejsca pracy na chwilę, w pewnej bardzo ważnej sprawie i miałam okazję poznać nowego psiaka szefostwa. Pies rasy rasy Akita Inu gabarytami przypomina niedźwiedzia ;D Wygląda jakby mógł zjeść wszystko co stanie mu na drodze, ale tylko polizał mi torebkę ;P W drodze powrotnej wstąpiłam też do biblioteki. Zbliża się urlop, więc jest szansa, że znajdę czas na czytanie :D A przy okazji, jeśli macie do polecenia jakąś lekką lekturę na lato, to proszę o sugestie.

Naprzemiennie świeciło dziś słońce i padał deszcz. 

wtorek, 10 czerwca 2014

przepisy

Dzień 32
Ostatnio na blogu rezasta.net przeczytałam fajny wpis. Niezwykle obrazowy opis choroby, w opowieści samego pana RZSa ;) Dziś rano dał mi popalić i boleśnie odczułam jego obecność. 

Rano padał deszcz, więc wzięłam kurtkę. W drodze powrotnej musiałam upchać ją do torby, bo nawet jak przewiesiłam przez rękę to było za gorąco. Grzeje, cudownie grzeje :) 

Zaczęłam przepisywać powyrywane z gazet przepisy na ciasta i desery. Lubię wklepywać teksty do kompa, relaksuje mnie to. A i Jacek będzie miał co robić ;)

niedziela, 18 maja 2014

Noc Muzeów (17.05.2014)

Dzień 8
Noc Muzeów sprawiła, że zmobilizowaliśmy się i ruszyliśmy na zwiedzanie. W drodze zupełnie przypadkowo natrafiliśmy na wystawę florystyczną i oryginalne kompozycję z kwiatów. Po obejrzeniu kwiatowych dzieł skierowaliśmy kroki do Muzeum Narodowego, które było pierwsze na naszej liście. Przed wejściem zobaczyliśmy gigantyczna kolejkę i przestraszyliśmy się, że nic z tego nie będzie. Na szczęście pani powiedziała, że to ogonek do wieży widokowej. Odetchnęliśmy i weszliśmy zwiedzać. Obejrzeliśmy wystawę obrazów Roberta Clincha „Sounds of Silence/Dźwięki ciszy”. Ciekawa była też ekspozycja masek afrykańskich oraz odtworzona wioska afrykańska z chałupkami i targiem. W innej części były modele statków, które najbardziej przypadły do gustu Jackowi. Wyobrażam sobie ile cierpliwości potrzeba żeby stworzyć takie precyzyjne cudo. Były też przepiękne karety Jana III Sobieskiego, monety oraz dawne narzędzia rolnicze i wyposażenie dawnych izb.

Zaintrygowani opisem największego kokosa na świecie - Coco-de-mer, którego owoce ważą od 10 do 25 kilogramów, zechcieliśmy zobaczyć je na własne oczy. Mieliśmy spory problem ze znalezieniem Galeria Mała Rzecz, gdzie miał być wystawiony ale w końcu się udało.

Następnie skierowaliśmy się na Zamek Książąt Pomorskich, gdzie była wystawa jubileuszowa z okazji 50-lecia pracy twórczej Stanisława Biżka. Spodobały mi się wytwory tego artysty :) Była też wystawa fotografii Carstena Egevanga „Grenlandia, czyli Kalaallit Nunaat". Zachwycające zdjęcia, ale z braku sił i zaplanowanej dalszej trasy, nie obejrzeliśmy wszystkich. 

Później mieliśmy zajść w inne miejsce, ale przypadkowo trafiliśmy do Oddziału Muzeum Narodowego, Muzeum Historii Szczecina. Dużo tego było więc sobie daruję opisywanie ;) 

Kiedy opuściliśmy budynek okazało się, ze zaczął padać deszczyk, ale nie wystraszył nas, bo w planach mieliśmy jeszcze Galerię Henryk_Sawka. Mimo zmęczenia udało nam się dotrzeć. Zakupiliśmy karty do grania z rysunkami, a pudełka zostały okraszone autografami pana Sawki. Na zakończenie wstąpiliśmy do Galeria Maqsimum, gdzie była wystawa historycznego sprzętu komputerowego Apple z kolekcji Maqsimum.

Po drodze deszcz się rozpadał, uciekł nam ostatni tramwaj i musieliśmy zasuwać na piechotę. W domu byliśmy chwilę przed północą. Dziś oboje połamani i kuśtykajacy, ale zadowoleni :)