poniedziałek, 1 lutego 2016

weekendowo

W sobotę kolega miał urodziny i spotkaliśmy się małą grupką na piwie i pizzy. Było smacznie i miło :) Po spotkaniu zgarnęliśmy jedną znajomą do nas i kontynuowaliśmy miłe spędzanie czasu. Trenowaliśmy naszą wyobraźnię przy grze Dixit. O ile mnie pamięć nie myli, wygrałam :] Jacuś zmył się pierwszy, ja i znajoma gawędziłyśmy dalej, ale w końcu koło godziny 3 i nam się zachciało spać. W niedzielę w ruch poszły karty i scrabble. W remika wygrał  Jacuś, a w scrabble znajoma, tym sposobem każdy czuł się zwycięzcą.
Jacek przygotował przepyszny obiad i kawę mrożoną. W konsekwencji popełniliśmy grzech obżarstwa! Podsumowując weekend zaliczam do udanych.

środa, 13 stycznia 2016

Reumatyzm Ma Młodą Twarz

Wszyscy wiemy, że stereotypy mówiąc w wielkim uproszczeniu są krzywdzące. Powszechna, mylna opinia dotyczy m.in. chorób reumatycznych. Większość społeczeństwa uważa, że reumatyzm to dolegliwości osób starszych, którzy swoje już przeżyli i "strzykanie w stawach" to naturalna kolej rzeczy. 

Prawdą jest, że nie ma czegoś takiego jak reumatyzm, to tylko potoczne określenie grupy chorób reumatycznych, wśród których wymienić można m.in. RZS, ZZSK czy toczeń. Prawdą jest też to, że choroba reumatyczna może dotknąć każdego, niezależnie od wieku, a jej przyczyny wciąż nie są do końca znane. Faktem jest, że są to choroby poważne, mogące doprowadzić do niepełnosprawności, wpływające na życie rodzinne, na kontakty społeczne, zaniżające samoocenę. To ból, niemożność wykonywania codziennych czynności, wstyd..... Na szczęście leczenie jest coraz lepsze, na nieszczęście w naszym kraju nie zawsze dostępne. Dobre jest to, że jesteśmy co raz bardziej świadomi, a świadomy pacjent potrafi lepiej zadbać o siebie i o należne mu prawa.
Sama borykam się z tym paskudztwem od 8 roku życia i mimo tego, że życie mam w miarę poukładane, to wciąż zdarza mi się skierować niewybredną wiązankę pod adresem RZS-u, który potrafi uprzykrzyć mi codzienność. 

Piszę o tym, ponieważ Stowarzyszenie 3majmy się razem, zorganizowało kampanie społeczną, mającą na celu zwiększenie świadomość nt. chorób reumatycznych i konsekwencji z nimi związanych. Jako  jedna z zainteresowanych postanowiłam dołożyć swoją malutką cegiełkę i umieścić informacje na blogu. 

Zapraszam na stronę kampanii: http://reumatyzmmamlodatwarz.pl/

piątek, 8 stycznia 2016

postanowienie noworoczne?

Chyba powinnam zrobić sobie postanowienie noworoczne: "będę częściej pisać notki na blogu" :) To dobry pomysł, zawsze to jakaś mobilizacja.

Od czasu ostatniego wpisu, byliśmy ponownie w Strzelinie, tym razem na święta. Dziwnie mi było spędzać Boże Narodzenie poza domem, ale jak ma się męża z innej miejscowości, to trzeba iść na kompromis :)
Sylwester w małej grupce znajomych, bez większych szaleństw, ale wesoło i miło. Oby w nowym roku tak właśnie było.

Zima przyszła, a ja wciąż marznę. Dziś w zasadzie mróz odpuścił, bo sypnęło śniegiem, w związku z czym na dworze chlapa. A ja wciąż ubrana na cebulkę i wciąż zmarznięta. Byle do wiosny!

wtorek, 10 listopada 2015

powroty są fajne

Nietypowa ta jesień, wczoraj było niemal wiosennie.... ciepło i słonecznie.
Jacek jest po operacji, 1 października miał wstawioną endoprotezę biodra. Zabieg miał zaplanowany we Wrocławiu, a że kolejki na zabiegi są jakie są, to nie mógł zrezygnować i musieliśmy się pofatygować do jego domu rodzinnego w Strzelinie. Jacek spędził tydzień w szpitalu, a ja jako kochająca żona kursowałam codziennie pomiędzy Strzelinem i Wrocławiem ;) Potem spędziliśmy tam jeszcze jakieś 2 tygodnie, aby Jacek mógł w miarę dojść do siebie i  spokojnie znieść drogę do Szczecina. Bratanek okazał dobre serducho i przywiózł go samochodem. Ja z kilku przyczyn pojechałam dzień wcześniej pociągiem. Miło było powrócić. Powroty są fajne :) powroty do domu szczególnie :)
W związku z tym, że Jacek jest nieco unieruchomiony (musi chodzić o 2 kulach i nie może obciążać operowanej nogi) na mnie spadło więcej obowiązków. Przyznaję, że jestem już nieco zmęczona. Najgorsze jest to, że z moim (NIE)kochanym RZS-kiem wszystko wykonuję znacznie wolniej. Zwykłe codzienne czynności często muszę wykonywać przy pomocy dodatkowych przyrządów lub opracowanych przez lata choroby metod. Cieszę się, ze wogole jakoś daję sobie radę, ale bywa to bardzo frustrujące. Na szczęście Jacek zaczyna wracać do formy ;)
Jakby tego było mało, pojawiają się inne problemy rodzinne :( i lodówka się popsuła, i szybko robi się ciemno...
Marzy mi się spokojny czas, który pozwoli odpocząć i zregenerować siły psychofizyczne.

czwartek, 10 września 2015

życie...

W ostatni weekend sierpnia pojechaliśmy na zlot IPON-ków do Sulejowa. Ściślej mówiąc wyjazd miał miejsce w czwartkowy wieczór, a na miejsce dotarliśmy wczesnym rankiem w piątek. Towarzystwo fajne, więc zjazd zaliczony do udanych. Pojawił się co prawda nowy zlotowicz, który wprowadził nieco zamętu, ale szkoda słów... W drodze powrotnej w niedzielę z kilkoma znajomymi zahaczyliśmy o Łódź, w której to przenocowaliśmy i w poniedziałkowy poranek wyruszyliśmy do Szczecina. 
We wtorek wczesna pobudka i wizyta w przychodni, w środę wizyta u reumatolog. Wyniki nie najgorsze, choć mogłyby być lepsze. W piątek wizyta u znajomych, wspólne oglądanie meczu i powrót późnowieczorny, sobota odwiedziny u siostry i powrót jak wyżej. W niedzielę rano smutna wiadomość, o śmierci kuzyna męża, a popołudniu, że pogrzeb odbędzie się w poniedziałek. Szyba decyzja o wyjeździe... pakowanie i nocnym pociągiem do Wrocławia i docelowo do Strzelina. Rano czułam się tak jakby choroba się uaktywniła, nie było dobrze. Regenerujący sen, tabletki i dałam radę. Smutna uroczystość.... Przy okazji pobytu w rodzinnym mieście Jacek pozałatwiał najpilniejsze sprawy. Dziś,  w czwartek powrót do domu.... Chcę trochę pomieszkać..... Niestety w drodze kolejna smutna wiadomość o śmierci mojego kuzyna.... W niedzielę znów wyruszymy w drogę, tym razem do Warszawy.... 
Sił brak....

czwartek, 20 sierpnia 2015

po przerwie

Jestem usatysfakcjonowana! Lato jak się patrzy! Mówię tu o moim indywidualnym samopoczuciu. Doniesienia o suszy, pożarach i innych bolesnych konsekwencjach upałów są bardzo przykre, ale tak czy inaczej wpływu na aurę nie mam. 

Wczoraj byliśmy w kinie na filmie "Mały Książę". Wrażenia pozytywne.

Wyblakła mi farba na włosach, już się umówiłam z Kingą. Miałam szkarłatna czerwień, teraz postawiłam na brąz.

Chcieliśmy dziś kupić pudełka ozdobne na pamiątki i inne szpargały,  ale w sklepie do którego zaszliśmy (czyt. Pepco) nie znaleźliśmy nic odpowiedniego. Nabyliśmy za to metalową miskę, ponieważ nie mieliśmy takowej w posiadaniu. 

Wywołaliśmy zdjęcia ślubno-weselne. Już powkładane do albumu. Zapewne obejrzymy w rocznicę ;)

środa, 24 czerwca 2015

ja chcę lata!

Potrzebuję słońca! I ciepła! Nadal wdziewam na siebie grube sweterki, ręce mi marzną i jest mi ponuro przez brak promieni słonecznych...
lato, lato gdzieżeś ty?

Wczoraj zaczęłam nowy rysunek. Ale do rysowania też potrzeba światła naturalnego, a za oknem szarówka.... eh 

Mamy prawie trzytygodniowy staż małżeński ;) Jak nas ktoś pyta jak się czujemy jako małżeństwo, to odpowiadamy, że lepiej. Przedtem Jacek był starym kawalerem, a ja starą panną, teraz jesteśmy młodym małżeństwem ;)

piątek, 12 czerwca 2015

ślub

Stało się - jestem żoną!

Już jakiś czas przed ceremonią odczuwałam stresik, natomiast Jacek twierdził, że jest spokojny. W tej najważniejszej chwili nam się odmieniło - ja wyluzowałam, a Jacek zestresował się na tyle, że goście zgodnie twierdzili, że prawie go nie było słychać. Na szczęście ja słyszałam :)
Ceremonię ślubną poprowadził przesympatyczny dominikanin ojciec Michał Laskowski. Po za cichym głosem Jacka wszystko przebiegło jak należy :) Wielką przyjemność sprawił nam mój chrzestny, który przyjechał na nasz ślub z Warszawy. Dobrze wiem, że taka wyprawa, kiedy wciąż się pracuje, a przy tym dokuczają różne dolegliwości nie jest sprawą prostą. Jednak dotarli z ciocią, z czego bardzo się ucieszyliśmy.
Co do przyjęcia weselnego, też było udane Pogoda dopisała, więc dzieciaczki mogły poszaleć na świeżym powietrzu... trampolina, huśtawki, zwierzaki różnej maści.... pełen luz :)
Dorośli zajęli się konsumpcją, rozmowami i tańcami. Choć mamy żałobę, pozwoliliśmy sobie w tym dniu na trochę luzu. Przewidywaliśmy,że zabawa nie potrwa zbyt długo, ale goście się rozhulali :) Także na tej podstawie wysnuliśmy wniosek, że wesele było udane :D

Żal, że w tym ważnym dla nas momencie nie było z nami rodziców :( Dzień po ślubie pojechałam z chrzestnym i ciocią na cmentarz, złożyć kwiaty i pomodlić się. Specjalnie z myślą o rodzicielce kupiliśmy białe goździki - ulubione kwiaty mamy.

Przez weekend mieliśmy jeszcze gości, wiec trudno było się pozbierać i ogarnąć chaos panujący w mieszkaniu, dopiero w poniedziałek udało nam się wprowadzić jako taki ład. A już w środę wyjazd do Strzelina. Tata Jacka ze względu na odległość, wiek i stan zdrowia nie mógł uczestniczyć w ceremonii zaślubin. Dlatego zaraz po doprowadzeniu wszystkiego do porządku, spakowaliśmy walizkę i wyruszyliśmy w drogę. Chcemy zorganizować mini przyjęcie dla taty i innych bliskich, którzy z różnych względów nie  mogli dotrzeć do Szczecina. Po powrocie postaramy się wrócić do 'normalności'.

Pragniemy podziękować wszystkim,
którzy pomogli nam zorganizowaniu wesela... 
Ela i Jacek

poniedziałek, 1 czerwca 2015

...

W Zakopanem było bardzo fajnie, czego największa zasługa towarzystwa! Pogoda niestety nie dopisała, co ostatnimi czasy przestaje dziwić...

Już niebawem Ślub!
Niestety jedna z bliskich mi osób sprawiła, że radosny czas oczekiwania nie jest już radosny :(

wtorek, 19 maja 2015

urzędowo

W czwartek wybieramy się do Zakopanego z Iponkami. Nazywamy ten wypad naszą podróżą przedślubną. W związku z tym, że podczas drugiej tury wyborów będziemy poza miejscem zamieszkania, wybraliśmy się dziś do urzędu po zaświadczenie uprawniające nas do głosowania w dowolnymi miejscu. Czas oczekiwania 2 godziny.... w międzyczasie opuściliśmy urząd, bo nie było nawet gdzie przysiąść, na szczęście wróciliśmy w porę ;) Papierek jest, więc spełnimy swój obywatelski obowiązek.

Nabyliśmy dziś krawat i spinki do koszuli, w sklepie gdzie wcześniej kupowaliśmy już garnitur i koszulę właśnie. Właściciele to przesympatyczne małżeństwo, które potrafi fachowo doradzić. Okazało się, że syn owych właścicieli sklepu bierze ślub w tym samym dniu co my, więc tym bardziej zrobiło się sympatycznie. Po półgodzinnej rozmowie życzyliśmy sobie ładnej pogody i żeby wszytko poszło jak najlepiej.

Dzień po dniu byliśmy u neurologa, tzn. wczoraj ja, dzisiaj Jacek. Oboje dostaliśmy skierowanie na rehabilitację, co nas cieszy, bo rehabilitacja dobra rzecz!

czwartek, 14 maja 2015

urodziny

Dwa dni temu dostałam list. Pretekstem do napisania były moje urodziny, ale prócz życzeń było skreślonych też kilka dodatkowych słów. Przyznam, że ten drobny gest znajomej sprawił mi sporą frajdę :) Mały list, a cieszy...

To dziś nasze święto - urodziny moje i Jacka :) Jak to określiła inna nasza znajoma - urodziliśmy się pod tą samą gwiazdą :) Ufamy, że zgodnie z życzeniami będzie nas prowadzić jedną drogą.

Miło jest słyszeć i czytać te wszystkie życzenia, niektóre bardziej osobiste inne, inne mniej, ale wszystkie dają radochę.... są osłodą świadomości, że kolejny roczek na karku ;) 

Przygotowania do ślubu w toku. Z czasem krucho, lekki stresik, ale dobrze....

wtorek, 14 kwietnia 2015

nadszedł czas

Dawno nie pisałam...
Dużo się wydarzyło w tym czasie.
Niestety nie mam weny, by napisać o wszystkim...

Ci co systematycznie czytają bloga wiedzą, że planowaliśmy z Jackiem ślub. Po śmierci mamy najpierw postanowiliśmy przełożyć uroczystość, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się nie odwlekać, a zrezygnować jedynie z wesela. Będzie przyjęcie na świeżym powietrzu z bliskimi nam osobami. Od początku naszego bycia razem, borykamy się z różnymi przeciwnościami, uznaliśmy więc, że najwyższy czas zalegalizować związek. 

Przygotowania w toku....

wtorek, 16 grudnia 2014

Mama

Tak bardzo smutno i pusto. Jedynym pocieszeniem jest to, że już nie cierpi… Wierzę, że spotkała się z najbliższymi… Mamusia odeszła na zawsze…. Jednak w naszych sercach pozostała….
Kochamy Cię Mamo!

Pozostawcie w swojej pamięci
wszystko co dobre przydarzyło się
Wam ode mnie. Wspominajcie
mnie tak jak chcielibyście,
żeby Was wspominano.
Proszę, módlcie się, by światło
wiekuiste świeciło mi na wieki.

czwartek, 4 września 2014

Zlot w Sulejowie

W czwartek o 19:40 wyruszyliśmy z Jackiem PKSem, do Sulejowa na zlot IPONKów. Po 10 i pół godzinie dotarliśmy na miejsce. Zostaliśmy wcześniej poinformowani przez znajomą, która miała przyjemność uczestniczyć w zeszłorocznym Zlocie, że niedaleko od przystanku  mieści się skrzynka pocztowa. Na owej skrzynce napisane są numery telefonów do panów taksówkarzy i można wezwać jedną z dwóch funkcjonujących tu taxi ;) Skrzynkę znaleźliśmy, numery też choć zostały zmodyfikowane. Niektóre wydrapane, inne widać że przemalowane. Jak się później okazało panowie taksówkarze w ten sposób zwalczają konkurencję ;) Na szczęście udało nam się dodzwonić i tym sposobem dotarliśmy do ośrodka.
Na miejscu cicho, głucho i pusto. Postanowiliśmy pozwiedzać teren, mimo że pora nie była najlepsza do wędrówek, szczególnie po tak długiej podróży. Po jakimś czasie zjawiła się pani, która przydzieliła nam domek numer 3. Jednak w tym czasie zdążyłam zmarznąć okropnie. Miałam na sobie koszulkę, sweterek, bluzę Jacka, schowałam się pod dwa koce i kołdrę i przez kilka godzin telepałam się z zimna. Jednak kilka warstw i dawka snu, sprawiła, że w końcu zaczęłam odczuwać coś w rodzaju ciepła ;) Ogarnęliśmy się i wysunęliśmy z domku. A tam słonko i sporo zlotowiczów. Zaczęła wstępować  we mnie energia. Kilka znajomych twarzy, więcej nieznajomych... Ogólnie pojawiło się 70 osób. 

Pogoda sprzyjała, zasiedliśmy więc na świeżym powietrzu. Później obiadokolacja i powrót na ławeczki. Muzyczka, tańce i napoje wyskokowe. Imprezka zwinęła się około 3 nad ranem. Niektórzy kontynuowali w mniejszych gronach w domkach. My mieliśmy dość. 
Rano śniadanko i nie najlepsze samopoczucie ;) leniwe snucie się po okolicy. Popołudniu werwa wróciła i spacer nad urokliwą rzeczkę, gra w minigolfa, pójście do pobliskiego sklepiku ;) 
Na wieczór zaplanowane było ognisko, niestety zaczął padać deszcz. Wszamaliśmy więc kiełbaski i kaszanki przyrządzone najpewniej na grillu, oganiając się od komarzyc. Deszcz stukała o daszki, a my pod wiatami konwersowaliśmy wesoło. Deszcz ustał i Jacek stwierdził, że ognisko musi być. No i było. 
Grzaliśmy się przy ogniu i bawiliśmy wesoło. Niestety znów kiepsko się poczułam, tym razem winny był mój kark, który zaczął mnie piekielnie boleć i doprowadził do mdłości. Z żalem opuściliśmy imprezę. 

Rano śniadanie, pakowanie i wyjazd. Pojechaliśmy do Strzelina, bo Jacek musiał załatwić sprawę u siebie. Zajechaliśmy w niedzielę wieczór, a we wtorkowy poranek kolejna podróż do Szczecina. Dzień odpoczynku i do pracy. Choć te eskapady dość męczące, to przyniosły sporą dawkę pozytywnej energii. Koniec

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Ania

Musiałam rano przed pracą podjechać do MOPR-u bowiem w ankietę, którą panie wypełniały podczas kontroli wkradł się błąd i trzeba było poprawić. Po drodze zakupiłam w kiosku 'Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery, bo moja dawna mi się gdzieś zawieruszyła. 

Po wczorajszej tabletce przeciwbólowej dziś lepiej się czułam. Zechciałam to lepsze samopoczucie fizyczne wykorzystać na coś pożytecznego i po powrocie z pracy wzięłam się za sprzątacie. Efekt jest taki, że jest czysto, a ja znów kiepsko się czuję. Eh...