niedziela, 12 stycznia 2014

wośp

Dziś gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy :) Co roku zadziwia mnie rozmiar i zaangażowanie tylu ludzi w to przedsięwzięcie. Nie docierają do mnie argumenty przeciwników. Co mnie cieszy to fakt, ze w tym roku orkiestra gra dla godnej opieki medycznej seniorów :) Nie myślimy na co dzień  o ludziach starszych i ich problemach. Zapominamy, że naturalną koleją rzeczy jest starość i większość z nas też jej doczeka.. Przyznaję, że mój jedyny wkład w WOŚP, to kilka złotych wrzuconych do puszki, ale dobre i to, jak myślicie?? 

Nie pogardzaj człowiekiem, który jest stary, ponieważ niektórzy z  nas tez się zestarzeją. 

piątek, 10 stycznia 2014

stereotypy

Dziś pracowałam w domu. Wstałam wcześniej, żeby szybciej skończyć. Zazwyczaj pracuję od 10 do 17, przy czym już o 9 muszę wyjść z domu, a o 18 wracam. Cały dzień zawalony. Wiatr hulał, deszcz popadywał, ale tak mnie jakoś naszło, że poszłam na spacer... 
W drodze powrotnej spotkałam, znajomą-sąsiadkę, której nie widziałam cale wieki. Cześć, cześć, co u ciebie? Pracujesz? Pewnie nie...
Jak ja nie lubię stereotypów. Osoba niepełnosprawna z założenia musi siedzieć w domu przed tv.

niedziela, 5 stycznia 2014

na cmentarzu

Dziś rano Jacek wyjechał... smutno, pusto, nijako..
Wczoraj poszliśmy na cmentarz. Odwiedziliśmy tatę i babcię. U babci było sporo do zrobienia. Pogoda niemal wiosenna, więc nie spieszyliśmy się i nadrobiliśmy drogi. Ptaszki śpiewały, wiewiórki ganiały ;) Drogę przebiegł nam nawet lis...:) 
Całe popołudnie siedzieliśmy przy kartach i rozegraliśmy 20 partii. Przez trzy dni nowego roku wygrywałam w remika, wczoraj się nie udało ;) Ostatecznie przegrałam dwoma punkatami. 

środa, 1 stycznia 2014

nowy rok

Jeszcze trochę i będzie można zedrzeć pierwszą kartkę z kalendarza... Pierwszy dzień nowego roku upływa leniwie, spokojnie i miło :) Tradycyjnie pograliśmy z Jackiem w remika... dobra passa sprawiła, że zatriumfowałam :) Może karta w nowym roku się odwróciła? W minionym to Jacek mnie ogrywał ;)

Wszystkim Wam życzę pomyślności w Nowym Roku...

niedziela, 29 grudnia 2013

obżarstwo nie popłaca

Błogie sobotnie lenistwo nie wyszło tak jak to sobie zaplanowałam. Wstyd się przyznać, ale obżarstwo świąteczne dało mi się we znaki. Położyłam się więc, coby ulżyć sobie w cierpieniach, ale jakoś niefortunnie i doszedł jeszcze ból karku, ze wszystkim nieprzyjemnymi konsekwencjami.
Moje cierpienia wynagrodziła mi niespodziewana informacja, że Jacek jednak przybędzie na Sylwestra :) jupi!Właśnie jest w drodze...

piątek, 27 grudnia 2013

poświąteczne zmęczenie ;)

I po świętach... niby tylko dwa dni świąt, ale człowiek jakoś szybko się rozleniwia ;) Pewnie przez to obżarstwo ;) A tu dziś trzeba było usiąść do komputera i popracować. Dodawanie stron do katalogów, coś czego nie znoszę oraz pisanie tekstów. Mój stosunek do drugiego zajęcie jest zmienny i uzależniony od tematyki:) Ponieważ dziś pisałam o zabiegach kosmetycznych nie było tak źle. Jedno jest pewna mając taką pracę, będę wszechstronna ;) Na szczęście jutro sobota i znów okazja do błogiego lenistwa :)

Jakoś nie mogę zregenerować sił, ciągle czuję się zmęczona, niewyspana i zniechęcona. Walczę z tym, ale opornie mi idzie.

niedziela, 22 grudnia 2013

święta, święta

Nastrojowych i radosnych
Świąt Bożego Narodzenia,
wewnętrznego spokoju,
wytrwałości i zdrowia
oraz błogosławieństwa Bożego...
życzy Wam c. Ela :)

...

Infekcja, która dopadła mnie nad morzem trwała uparcie, dopiero teraz zaczęła odpuszczać. Chyba się starzeję, bo w ogóle nie odczuwam nastroju świątecznego... pewnie przyczynia się do tego też nieustanny brak czasu i nie najlepsze samopoczucie. Jacek po ponad miesięcznym pobycie u mnie musiał wyjechać. Wygląda na to, że Sylwestra spędzimy osobno... eh życie!

środa, 11 grudnia 2013

Zlot w Mielnie

Intensywny i wesoły weekend za mną. Pojechaliśmy z Jackiem na andrzejkowo - mikołajkowy zlot do Mielna, z grupą Iponków. Ipon to Internetowy Portal Osób Niepełnosprawnych, gdzie osoby z różnymi niepełnosprawnościami mogą wymienić się doświadczeniami na forum, pogadać na czacie, umówić się na spotkanie, przejrzeć ogłoszenia, zamieścić swoją ofertę w dziale z randkami czy poczytać o swoich prawach. Tradycją jest organizowanie zlotów w różnych częściach Polski. Do tej pory miałam przyjemność uczestniczyć tylko w spotkaniach lokalnych. Tym razem zdecydowaliśmy się z Jackiem pojechać. Co prawda Ksawery chciał nas zniechęcić, ale nie dał rady.  

Ekipa ze Szczecina liczyła 7 osób, więc już w drodze było wesoło. Podczas oczekiwania na dworcu sypnęło śniegiem, wiało niemiłosiernie, a pociąg się spóźniał. Ostatecznie wyruszyliśmy z niemal godzinnym opóźnieniem i z takim też dojechaliśmy. Na miejscu wietrzysko chciało mi strącić czapę z głowy, nie wiedzieliśmy w którym kierunku iść, ale o dziwo jakoś udało nam się osiągnąć cel podróży. 

Niestety kilku osobom przez zerwane trakcje nie udało się dotrzeć, ale i tak była nas spora grupa, około 30 osób. Jak na andrzejkowo-mikołajkową imprezę przystało były prezenty i ciasteczka z wróżbą. Była też muzyka, która w pewnym momencie z powodu awarii ucichła, ale od czego ma się głos? Odśpiewaliśmy "Szła dzieweczka do laseczka" i fragmenty kilku innych znanych przebojów. Po usunięciu usterki muzyka znów się pojawiła w głośnikach. Nogi mnie poniosły na parkiet i do trzeciej nad ranem nie chciały z niego zejść.

Mimo intensywnej zabawy udało nam się dotrzeć na śniadanie, co poczytuje sobie za sukces ;) Niezłym wyczynem było też pójście nad morze, co przy szalejącym wietrze nie było takie proste. Jednak w obstawie trzech facetów jakoś dałam radę ;) 

Popołudniu znaczna część zlotowiczów kąpała się w basenie. Ja mam złe skojarzenia, a poza tym brała mnie infekcja wiec robiłam za fotografa ;) A wieczorkiem nasiadówka w sali konferencyjnej. Ponieważ nikt po za mną nie miał sił na taniec, miałam dużo miejsca dla siebie. Jeden ze zlotowiczów stwierdził, że tańczyłabym nawet przy e-booku ;D

W niedzielny poranek trzeba było się ogarnąć, by koło południa wyruszyć w drogę powrotną.  Ekipa pomniejszona o dwie osoby, które zdecydowały się wracać nieco później.
Uff...

wtorek, 19 listopada 2013

Weekend pod znakiem spotkań rodzinnych

W sobotę poszliśmy z Jackiem do starszej z moich dwóch sióstr, gdzie zapychając się ciastem gawędziliśmy miło. Towarzystwo dwóch małoletnich wnuczek siostry uatrakcyjniało nam wizytę :)

W niedzielę natomiast odwiedziliśmy młodszą sister, a uściślając szwagra zwanego Ptysiem, celem uczczenia jego imienia ;) Winko oraz ciastka, ciasta i ciasteczka, to coś co c. Ela lubi najbardziej :)

Weekend szybko minął i znów do roboty ;)

sobota, 9 listopada 2013

Niechorze

widok z latarni morskiej
W poprzedniej notce zapomniałam napisać o warsztatach w ramach projektu "Wsparcie osób niepełnosprawnych na rynku pracy", które miały miejsce tuż przed Zlotem Reumatyków. Nieco inna bajka, ale równie fajna ;) Wymogiem było zabranie ze sobą opiekuna, więc pojechała ze mą moja pokrewna dusza, dawna współautorka bloga Kinga :) Byliśmy w urokliwym Niechorzu i choć to końcówka września było naprawdę ciepło i słonecznie. Wykłady nakierowane na podniesienie własnej wartości i aktywne oraz owocne szukanie pracy. Pracę jak wspomniałam w poprzednim wpisie mam, gorzej z tą samooceną. W czasie wolnym, jakżeby inaczej... hulałam, hulałam, hulałam... ;) Cóż ja na to poradzę, że tak bardzo lubię tańczyć ;) A jeszcze zwiedzaliśmy tę uroczą miejscowość. Wdrapaliśmy się po ponad 200 schodach, by wejść na szczyt latarni morskiej. Warto było! Kocham takie widoki, rozległą przestrzeń. Aż się chciało krzyczeć, czego nie omieszkałam uczynić ;)

czwartek, 7 listopada 2013

O pracy, kartkach i motywacji

Pochwalę się! Podpisałam umowę o pracę :) Będę pracować w fabryce.... stron ;) W tym samym miejscu gdzie odbywałam staż. Najwidoczniej się spisałam :)

tańce, hulańce, swawole
Czasu nie mam kompletnie, a mój pokój porósł kurzem. We wrześniu byłam z Jackiem na IV Ogólnopolskim Zlocie Młodych Chorych na Choroby Reumatyczne w Zemborzycach Tereszyńskich niedaleko Lublina. Kawał drogi, ale warto było :) Nikt się tak nie bawi jak Reumatycy ;) Muzyka mnie poniosła i hulałam, hulałam, hulałam. I nawet mogłam chodzić dnia następnego ;) To najpewniej zasługa wybornego towarzystwa i atmosfery :) Z tej okazji, że zebraliśmy się wszyscy do kupy odbyło się zebranie stowarzyszeniowe. Poruszanych było kilka spraw, ale to nie blog stowarzyszenie, wiec nie będę o nich pisać ;) napomknę tylko o jednej... Dostaliśmy zamówienie na 1000 kartek bożonarodzeniowych. Elka lubiąca babrać się w kleju i tonach papieru zobowiązała się zrobić stówkę :) Z rozpędu zrobiłam 104, jutro wysyłam :) Inna członkini zrobiła 200 - podziwiam :) 

Do napisania niniejszej notki, zupełnie nieświadomie zdopingowała mnie Alicja, która stworzyła własnego bloga i umieszcza na nim notki z częstotliwością dużo większą niż u mnie. Dorównać to jej nie dorównam, nie ma szans, ale postanowiłam zebrać się w sobie i napisać małe co nieco ;) A bloga Alicji polecam gorąco :)

poniedziałek, 9 września 2013

Zmęczenie

Jutro ostatni dzień stażu. Marzę o odpoczynku. Jestem przemęczona, a ciągle angażuję się w nowe rzeczy. Najwidoczniej mam coś z głową ;P

niedziela, 18 sierpnia 2013

Działo się...

Niektórzy mieszkańcy nazywają Szczecin dużą wioską z tramwajami, narzekając że nic się w tym mieście nie dzieje. Jednakże w sierpniu miały miejsce dwie, sporej rangi imprezy.

Pierwsza z nich to Finał Regat Wielkich Żaglowców The Tall Ships Races 2013. Ze swojej strony powiem, że było wspaniale. Imponującej wielkości żaglowce były zachwycające. I nawet fakt, że przemokłam do suchej nitki i nie uczestniczyłam w sobotnim koncercie, nie jest w stanie zatrzeć pozytywnych wrażeń i emocji. Za to w poniedziałek, ostatniego dnia imprezy wybrałam się na koncert szczecińskiego zespołu HEY. Kasia Nosowska była niezwykle przejęta śpiewając przed rodzimą publicznością. Kiedy na zakończenie odśpiewana została 'moja i twoja nadzieja', mi też zrobiło się tak jakoś...
 

Drugie niezapomniane wydarzenie to festiwal ogni sztucznych Pyromagic. Kiedy niebo rozbłyska raz za razem kolejnymi fajerwerkami, a w tle rozbrzmiewa muzyka i wszystko jest ze sobą synchronizowane trudno przejść obojętnie koło takiego widowiska. Niesamowity huk i jaśniejące niebo, tłum ludzi z zadartymi głowami, szczerzących zęby w uśmiechu i dobiegające co jakiś czas okrzyki zachwytu. Bajka!
 
 

niedziela, 28 lipca 2013

Skrótowo

Na początku roku, zapisałam się do projektu: "Wsparcie osób niepełnosprawnych na rynku pracy". Brałam dzięki temu udział, we wspomnianym już wcześniej kursie grafiki komputerowej. Od 10 czerwca natomiast jestem na stażu, w firmie FabrykaStron.eu. Podoba mi się :) Idzie mi raz lepiej, raz gorzej, ale ogólnie.... przynajmniej w moim mniemaniu jest ok.

Miałam też trochę stresów, związanych z problemami rodzinnym, na skutek czego wysiadło mi zdrówko. RZSik przypomniał o sobie i to całkiem wyraźnie... Póki co zwiększone dawki prochów (czyt. lekarstw), chyba działają...

Z końcem czerwca przyjechał do mnie Jacek. Był ponad dwa tygodnie, niby jest to trochę czasu, ale jakoś tak szybko zleciało... Chyba co raz gorzej znoszę to nasze bycie razem na odległość.  Przez to iż jestem na stażu nie mieliśmy zbyt dużo czasu dla siebie... W tym krótkim czasie zdążyliśmy być na spotkanku z fajną grupą osób, na którym bardzo fajnie się bawiliśmy. Potem razem pojechaliśmy na wesele... Pojadłam, popiłam i się wytańczyłam :)

Aby się wybawić musiałam odbyć drobny maraton ;) Wyruszyliśmy razem z Jackiem w czwartkową noc, a w piątkowy, bardzo wczesny poranek byliśmy we Wrocku, a stamtąd pociągiem do docelowego Strzelina. Do południa odsypialiśmy podróż, a popołudniu trzeba była poczynić przygotowania do weselnych szaleństw. W sobotę o 9, przyjechał autokar i ruszyliśmy do Kolonii Zawady, gdzie miało odbyć się wesele. Dotarliśmy po jakichś 6 godzinach. W hotelu ekspresowe przebieranie, makijaż, itp. Zawieziono nas do kościoła na uroczystość zaślubin, a potem z powrotem do hotelu na weselicho.

Zabawa była fantastyczna :) Jacek stwierdził, że swoje bioderko zużył do reszty i spokojnie może iść na operację ;) Balowanie zakończyliśmy w okolicy godziny 3. W niedzielny poranek, nie tak wczesny na szczęście, po skonsumowaniu pożywnego śniadanka, autokar zawiózł nas w drogę powrotną do Strzelina. W poniedziałek miałam czas na odpoczynek, a we wtorek droga powrotna do Szczecina. Tym razem pociągiem, z mało przyjemnymi dolegliwościami żołądkowym, w totalnym upale... nie życzę nikomu.

Jutro mój luby idzie do szpitala na wymianę bioderka, więc nieprędko się zobaczymy...