piątek, 1 sierpnia 2008

prośba...

Ostatnio tak wiele się dzieje, ale ograniczę się do opisania jednej ważnej sprawy. Resztę napiszę innym razem.

Zwracam się do Czytelników bloga o pomoc dla mojej przyjaciółki...

Może najpierw krótko opiszę historię naszej znajomości... 
Z Anetą poznałyśmy się jakieś 18 lat temu, w sanatorium "Małgosia" w Cieplicach. Ona była wtedy uczennicą II klasy, ja V. Spędziłyśmy razem parę miesięcy w jednej sali. Aneta już wtedy miała trudności z poruszaniem się, ale dawała sobie radę.

 
To cieplicka zabawa w "Małgosi". Anetę zaznaczyłam na czerwono, siebie na zielono.
  
Później nasz kontakt się urwał, ale dzięki cudownemu wynalazkowi jakim jest Internet, odnalazłyśmy się po latach. Znajomość odżyła na nowo, udzielamy się razem w Stowarzyszeniu "3majmy się razem", spotykamy się.  

  My :)
 Jeśli ktoś może pomóc Anecie, to bardzo Was o to proszę i dziękuje za wszelkie wpłaty!  

wtorek, 22 lipca 2008

po prostu życie...

Strasznie dużo się ostatnio dzieje, jakoś nie nadążam...

Miałam opisać swój pobyt w Cieplicach, który miał miejsce w maju i był dla mnie bardzo ważny, ale jakoś się nie złożyło. Chociaż tak sobie myślę, że i tak za bardzo chronologicznie to ja tu nie pisuję, więc może za czas jakiś nadrobię to.

Teraz chcę opisać inną bardzo ważną rzecz jaka się zdarzyła...
Dwa tygodnie temu pojechałam z Kingą do Kasi na parę dni. Pewnego dnia dzwoni Konrad - Kasi syn i oznajmia, że jadą z Anetą (jego dziewczyną) do szpitala bo się zaczęło -> patrz notka z 6 lutego ;)

Po jakimś czasie znowu dzwoni, że akcja porodowa zatrzymana... No to ok. w sumie się ucieszyliśmy, bo było trochę za wcześnie. Poszliśmy spać, ranek, znowu telefon... Kasia odbiera:
- Słucham, tak? coś ty? laleczka? zdrowa? i jak? a jak Aneta? - łzy w oczach promienieje :D :D :D
I tak oto siostra została babcią, a ja babcią cioteczną ;) i bardzo się z tego cieszę. Malutka ma na imię Alicja i jest kochana :D :D

Niestety w tym samym dniu byliśmy też na pogrzebie wujka :(  dwa tak skrajne wydarzenia... życie.

sobota, 28 czerwca 2008

kolejne przeprosiny i obiecane wypowiedzi

Czytelnicy dopominają się o nową notkę, no to chyba czas najwyższy coś napisać.

Po raz kolejny muszę zacząć od przeprosin, tych wszystkich, którzy dnia 18 maja, we wczesnych godzinach porannych zasiedli przed telewizorami, aby obejrzeć program "Integracja" poświęcony naszemu  Stowarzyszeniu, a zobaczyli program o asystencie osób niepełnosprawnych. Na pocieszenie dodam, że my też wstałyśmy o tej koszmarnej porze, albowiem nie zostałyśmy powiadomione o zmianie terminu emisji. Dopiero po fakcie dowiedzieliśmy się, że pogram zostanie nadany z tygodniowym opóźnieniem. Nie mogłam poinformować o nowym terminie, bo komputer się zbuntował :/

Dobra koniec tłumaczeń i przeprosin. Teraz obiecane, zabawne wypowiedzi... Weroniki. Wiem, wiem miały być wypowiedzi domowników, ale Werka jest w tym najlepsza :)

Weronika narobiła bałaganu, pracując twórczo :) Porozrzucała po całej podłodze naklejki. Patrzy na ten "artystyczny nieład" i mówi: 
W: Trzeba teraz to wszystko posprzątać  
K: No przydałoby się. 
J: Powodzenia.
 W: Kinga, a wiesz, że trzeba sobie pomagać!

Pisałam list, wchodzi Wera i mówi: 
W: posiedzę z tobą, bo lubię patrzeć jak piszesz.
Cały czas coś do mnie mówiła rozpraszając mnie. 
J: Musisz ciągle do mnie mówić?
 W: Tak, śpiewać przecież nie będę.

Weronika namawiała mnie, żebym się z nią pobawiła, ale konsekwentnie odmawiałam. W końcu zdenerwowana wykrzyknęła: W: To twój problem, że się nie chcesz ze mą bawić!!

Na tapczanie stała odkręcona butelka z piciem i przytrzymywałam ją, bo by się wywróciła na miękkim podłożu. Chciałam coś dosięgnąć i mówię do Wery: 
J: Przytrzymaj butelkę.
W: A co z tego będę miała? - zapytała, ale chwyciła, a po chwili odezwała się - puszczam, raz, dwa, trzy.. puściłam  ... I faktycznie puściła, ale na szczęście zdążyłam złapać :]

Innym razem zaplanowała sobie, że się ze mną pobawi, bez wcześniejszego uzgodnienia tego ze mną. Poukładała mebelki, porobiła pokoiki dla lalek i dopiero zaczęła mnie namawiać na zabawę. Kiedy odmówiłam, powiedziała:    
W: Jeśli się ze mną nie pobawisz, to cała moja praca poszłaby na marne, a ty chyba tego nie chcesz?

Ktoś jej coś przygadał, a ona na to: 
W: Czuję się obrażona. 

No to tyle na dzisiaj. Postaram się pisać w mniejszych odstępach czasowych ;)

piątek, 16 maja 2008

informacja i przeprosiny

Witajcie!
Niniejsza notka miała zawierać śmieszne wypowiedzi domowników, ale chwilowo nie mam czasu... Przepraszam. Wybaczcie!

    

Za to mam małą informację:

18 maja 2008
(niedziela),
o godzinie ok.6.50 rano,*
na kanale TVP INFO (w paśmie ogólnopolskim) w programie "Integracja"

będzie przedstawione Ogólnopolskie Stowarzyszenie Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej "3majmy się razem".

Mnie tam nie będzie, ale to tym lepiej dla oglądających ;)

 W imieniu całego Stowarzyszenia Zapraszam przed telewizory :)  

* Zdaję sobie sprawę, że godzina (szczególnie w przypadku niedzieli) jest kosmiczna, ale wiem też, że dla co najmniej jednej Czytelniczki, godzina 6:50 to prawie południe ;)

środa, 30 kwietnia 2008

opowieść warszawska

No tak, znowu dawno nie pisałam... ale to dlatego, że ostatnio jakoś dużo się dzieje, nie mam czasu, że już nie wspomnę o moim roztrzepaniu...
Pomyślałam sobie, że mimo iż działo się to już jakiś czas temu, to jednak opiszę swój pobyt w stolicy...   Uwaga zaczynam:

29 marca o 23:15 odjechał do Warszawy PKS ze mną w środku... nie tylko ze mną oczywiście, był jeszcze kierowca i inni pasażerowie ;)
Z zaledwie dwudziestominutowym opóźnieniem dojechał na miejsce. Z dworca odebrał mnie wujek i zawiózł do swojego miejsca zamieszkania, w którym to przebywała wujka małżonka tj. moja ciocia. Przesiedziałam w gościnie u wujostwa do 17 z minutami i wujcio powiózł mnie w kierunku Pałacu Kultury, gdzie miał czekać na mnie busik. Odjazd miał być o 18. Korki były okropne, zaczęły się telefony, a dzwoniący pytali gdzie się podziewam. Zajechałam trochę spóźniona, ale na szczęście nie byłam ostatnia, co mnie trochę pocieszyło.  Udało nam się jakoś przebrnąć przez korki i zajechaliśmy do miedzeszyńskiego hotelu, gdzie wszamaliśmy pyszniastą kolację.
Poszłyśmy z dziewczynami zagrać w bilard. Z całą pewnością nie ma więcej takich fachowców do gry w bilard, jak nasza piątka ;) Mogłybyśmy wystąpić w kabarecie... ma się ten talent ;)
Spać poszłyśmy dość późno, a rano (bardzo, bardzo rano) trzeba było wstać. Potem śniadanko, wykłady, przerwa, wykłady, obiad, wykłady, przerwa, wykłady, kolacja, kolejna porcja gry w bilard, spanie, pobudka - znów o koszmarnej godzinie, śniadanie, wykłady, przerwa, wykłady... i tu miał nastąpić wyjazd 4 z nas, ale nastąpiły pewne komplikacje.. Ogólnie reszta uczestników warsztatów zostawała na obiedzie, a my miałyśmy się urwać wcześniej, z racji ustalonego na godzinę 14:00 Zebrania Założycielskiego naszego Stowarzyszenia. Miał po nas przyjechać brat Agnieszki, ale zapomniał o zmianie czasu... ;) Wobec tego ja z Kasią cofnęłyśmy sie na stołówkę, aby napełnić nasze brzuszki małym co nieco. Zjadłyśmy i okazało się, że jeden z uczestników też odjeżdża nieco wcześniej i powiedział, że może nas zabrać. Wobec tego ja, Kasia i Monika zapakowałyśmy się do jego auta, a Agnieszka czekała na brata. Jedziemy, jedziemy, aż w pewnym momencie kierowca pyta jakie jest światło, popatrzyłyśmy i stwierdziłyśmy, że światła nie ma... wysiadła sygnalizacja świetlna. Nastąpiło zamieszanie, pojechaliśmy inną drogą i w efekcie zajechaliśmy później niż Agnieszka... heh jak to mówią ostatni będą pierwszymi ;)
Zebranie odbyło się zgodnie z przepisami i planem i pozostaje nam czekać na decyzję sądu.
Po zebraniu zostaliśmy jeszcze na pogaduszki. Gadaliśmy i śmieliśmy się tak gdzieś do 18. Zadzwoniłam do kuzynki z pytaniem czy może po mnie przyjechać. Okazało sie, że może, jednak  był akurat jakiś koncert, w związku z czym znów były korki i przyszło mi trochę poczekać... i stałam tak sobie sama w wielkim mieście ;) Zjawiła się kuzynka w towarzystwie wujka i powieźli mnie do siebie. Tam oczywiście czekała ciocia, która jak mnie zobaczyła  to stwierdziła, że chyba jestem bardzo zmęczona i spytała czy aby na pewno muszę dziś jechać. Ja no to spytałam, czy aż tak źle wyglądam, na co ciocia, że nie najlepiej :P No fakt wrażeń było dużo ( może niekoniecznie da się to wyczytać z tej notki, ale wierzcie mi na słowo ;D), jedna noc w autobusie, dwie jakoś wyjątkowo krótkie, ale mimo to upierałam się żeby jechać. Jednak po którymś z kolei stwierdzeniu cioci, że widać iż jestem zmęczona... uległam. Chyba się ciocia obawiała, że swoim wyglądem odstraszę współpasażerów podróży ;P
Przespałam noc w wygodnym łóżeczku, ale mimo to nie do końca się wyspałam, szczerze mówiąc mam wątpliwości czy to kiedykolwiek nastąpi. Przesiedziałam u rodzinki do wieczora... o 21:50 odjeżdżał PKS, a ja o 21:40 siedziałam jeszcze w aucie wujka i zerkałam nerwowo na zegarek. W końcu wyraziłam głośno swoją obawę, że nie zdążymy. Wtedy w trakcie rozmowy okazało się, że wujek myślał, iż autobus odjeżdża 5 min. później i... dodał gazu ;) Podjechaliśmy pod dworzec, kuzynka pobiegła do kierowcy powiedzieć, że jest jeszcze jedna osoba. Kiedy kierowca mnie zobaczył stwierdził: "o idzie nasza pasażerka, poznaję, bo przywoziłem do Warszawy" :) Wujek pakował mój bagaż, a ja w tym czasie podeszłam do drugiego kierowcy kupić bilet i wtedy... ja, spóźniona, nie lubiąca na siebie zwracać uwagi ... rozsypałam wszystkie drobne jakie miałam w portfelu... :P zdolna jestem niesłychanie :] Do Szczecina zajechaliśmy... przed czasem, o 6:10.

W domu opowiedziałam pierwsze wrażenia, poszłam spać i tkwiłam tak sobie w krainie marzeń sennych do 16. Na zakończenie wspomnę jeszcze, że się nie wyspałam.
To tyle o moich warszawskich przygodach. 

W następnej notce zamierzam umieścić zabawne wypowiedzi domowników, o ile uda mi się znaleźć karteluszki, na których je pozapisywałam :P

Z pozdrowieniami dla Czytelników, którzy wytrwali do końca. Pa

sobota, 22 marca 2008

życzenia

 

Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół oraz wesołego "Alleluja" wszystkim Czytelnikom
życzy: ciocia Ela

poniedziałek, 10 marca 2008

po raz kolejny o tym i owym

Pisałam dzisiaj list do koleżanki i w notesie znalazłam, spisany przeze mnie dialog z Weroniką i jego okoliczności:

Pisałam list, a Weronika powiedziała, że ze mą posiedzi, bo lubi patrzeć jak ja piszę. Cały czas do mnie coś mówiła, rozpraszając mnie, rzekłam więc:
Ja: Musisz do mnie mówić?
Werka: Tak, śpiewać przecież nie będę.
 Bez komentarza :] :] :]  

***

Przez parę dni byłam u mojej siostry. Obejrzałyśmy film z naszym ulubionym aktorem Johnnym Deepem "Blow". Oglądałam ten film już wcześniej, więc już sporo przed końcem, miałam załzawione oczy. Na koniec obie szlochałyśmy <chlip> zawzięcie, rozmazując sobie makijaż :D W tym czasie przyszedł Andrzej i spytał: "Umarł ktoś"? No cóż nie nasza wina, że jesteśmy tak bardzo wrażliwe. Przyznaję, że film ten wywarł na mnie ogromne wrażenie. 

*** 

Dostałam (po raz trzeci) propozycje uczestniczenia w warsztatach, dla liderów organizacji skupiających osoby chore reumatycznie. Niestety tym razem przyjdzie mi ponieść pewnie koszty. Poza tym w moim przypadku będzie nieco inaczej, niż przy poprzednich warsztatach i mam w związku z tym pewne obawy, ale doszłyśmy z koleżanką do wniosku, że jakoś to będzie ;)

Z sądu dostałyśmy odmowną odpowiedź w sprawie rejestracji Stowarzyszenia. W statucie ujęte było, że zebrania Zarządu będą odbywać się za pośrednictwem internetu i uznano to za niezgodne z prawem. Szkoda, że nie wzięto pod uwagę faktu, że Stowarzyszenie zakładają osoby niepełnosprawne i będzie to dla nich wielkim utrudnieniem... :(

Przy okazji warsztatów zorganizujemy kolejne Zebranie Założycielskie ze zmianami w statucie. Przyjdzie nam częściej odwiedzać stolicę ;) 

***

 Uff, wreszcie udało mi się napisać nową notkę ;)

środa, 6 lutego 2008

nowina

Ze szpitala wyszłam wczoraj. Trochę szkoda, bo miałam ochotę porehabilitować się jeszcze trochę, no ale mówi się trudno. Teraz próbuję ćwiczyć sama w domu, z tym że tutaj dopada mnie lenistwo i trudniej mi to przychodzi ;)  

Mniejsza z tym, teraz napiszę coś, co miało miejsce jeszcze przed moim pójściem do szpitala.

20 stycznia, z okazji Dnia Babci zjawił się u nas Konrad. Przyjechał prosto po pracy, a zaraz po nim dołączyła też Kasia. Siedzimy tak sobie przy cieście i w pewnym momencie Kasia mówi:
Kasia: No mów co masz do powiedzenia.
Konrad: Wszystkiego najlepszego z okazji dnia babci i dziadka!
Babica Ela:  He He dziękuję.
Konrad: Wszystkiego najlepszego z okazji dnia prababci i pradziadka.
Babcia Ela:He He…………………. Co?!?!
:D :D :D
I tak oto zostało nam obwieszczone, że nasza rodzinka się powiększy.
Dodam jeszcze, że dziadek Zenek na zasłyszaną wieść zaniemówił. ;)

sobota, 26 stycznia 2008

przepustka

Aktualnie przebywam na przepustce szpitalnej. 

Jutro wieczorkiem trzeba będzie wrócić na oddział rehabilitacyjny, gdzie wyginam swoje stawy ;)
Towarzystwo na oddziale w porządku. Udało mi się i na sali leżę z wesołą rówieśniczką ;)
Nie chciało się dbać o zdrówko wcześniej i teraz po ćwiczeniach w szpitalu jestem nieco obolała :( Pociesza mnie fakt, że widać pierwsze efekty... :D
No dobra to tyle. Nie mam siły więcej pisać.
Postaram się aby następna notka była weselsza.
Pozdrowienia dla Czytelników.

poniedziałek, 14 stycznia 2008

Znów o Werce, ale nie tylko ;)

Mikołaj nie przyniósł mi upragnionej pastylki, która pomogłaby mi się lepiej organizować, być bardziej systematyczną i poukładaną, w związku z tym, w nowym roku, notki  na blogu dalej będą się ukazywać jak dotychczas tj. bardzo nieregularnie ;)

Od długiego czasu, zamierzałam napisać, układałam w myślach co też tu "naprodukuje" i za każdym razem koncepcja była inna.  A teraz postanowiłam nic nie układać, po prostu napiszę to co mi przyjdzie na myśl.

Zacznę od Werki. Mała dostała od Mikołaja pod choinkę upragnioną Arielkę, z dołączonym do kompletu krabem (rakiem). Mówi do mnie:
- Ciocia pobawisz się ze mną? ja będę Arielką, a Ty krabem. :D :D :D
Hmmm cóż za kusząca propozycja, nieprawdaż?
 
Przed świętami do Szczecina zajechała coca-cola, ze swoimi ciężarówkami. Były organizowane konkursy, ale Weronika z racji swej wstydliwości nie chciała brać w nich udziału. Szwagier powiedział do Kingi, żeby ona wzięła udział, no i poszła ;) Zadanie konkursowe polegało na ułożeniu jak najwyższej wieży z prezentów. Były na to 2 minuty. Kinga rzuciła się do układania, jakby.... hmmm do czego to przyrównać... no szybko się rzuciła ;) Rozśmieszyła mnie tym totalnie. Nie tylko mnie zresztą, wszyscy się śmieli, ja niestety najgłośniej, ale czy to moja wina, ze kiedy coś mnie szczerze rozśmieszy to nie panuję nad śmiechem??

Zauważyłyśmy z Kingą, że obie mamy dość specyficzne poczucie humoru, które nie każdy rozumie :/ Zdarza się, ze śmiejemy się tylko my, a inni patrzą na nas dziwnie :]

Jeszcze przypomniało mi się, jak to kiedyś, stało w kuchni ciasto upieczone na jakąś okazję, na dzień następny. Werka zobaczyła i mówi:
W: Co to za ciasto? Mogę zjeść?
A: Nie, to ciasto jest na jutro.
W: A nie można tego przełożyć na dzisiaj???
:D :D :D Właśnie po co czekać? ;)

Reszta następnym razem, może uda mi się napisać trochę szybciej.

poniedziałek, 31 grudnia 2007

życzenia

Drodzy Czytelnicy moje bloga, przepraszam za dłuugi brak notki, w przyszłym roku postaram się poprawić ;)

Wszystkim Czytelnikom życzę:
Aby w Nowym 2008 Roku spełniały się Wasze marzenia i plany,
Aby zdrówko i humor dopisywał każdego dnia,
Aby zawsze świeciło Wam słońce, a uśmiech nie znikał z Waszych twarzy,
krótko mówiąc wszystkiego naj, naj, najlepszego!!
Udanej zabawy sylwestrowej!!! <toast>
Pozdrawiam Was ciepło
c.Ela