środa, 22 sierpnia 2007

wyjazd

Wybywam na jakiś czas...
Nowa notka po powrocie :)
Pozdrawiam tych nielicznych Czytelników, którzy tu zaglądają.
Z poważaniem c. Ela

piątek, 17 sierpnia 2007

opowiastki z Warszawy

W poniedziałek wróciłam z parodniowego pobytu w Warszawie. Pojechałam z mamą i Kingą i odwiedziłyśmy rodzinkę :D Doszłam do wniosku, że jednak jestem bardzo rodzinną osobą, bo bardzo podobały mi się odwiedziny u wszystkich wujków, cioć i kuzynów ;) A może to dlatego, że mam fajną familię... :D

Udało mi się spotkać też z koleżankami…

Najpierw umówiłam się z Agnieszką. W sumie wszystko szło zgodnie z planem, no może z malutkim wyjątkiem… Obie stałyśmy w korku… ale równocześnie wysłałyśmy sobie sms-y, że się spóźnimy i na dodatek równocześnie podjechałyśmy na miejsce ;) więc można powiedzieć, że wszystko było ok.

Następnie miałam spotkać się z Kasią. Tu już było z pewnymi atrakcjami.  Umówiłam się z nią o 16 pod Pałacem Kultury i Nauki. Była ładna słoneczna pogoda. Mama z Kingą miały pojechać na taras widokowy, a ja powędrować gdzieś z Kasią. Niestety plany uległy zmianie.
Kaśka przysłała mi sms-a, że uciekł jej autobus i się spóźni.   Potem kolejnego, że uciekł jej drugi autobus i spóźni się jeszcze bardziej :] Doszłam do wniosku, że nie będę sterczeć pod Pałacem jak kołek i pojadę na taras razem z rodzicielką i siostrzenicą. Po obejrzeniu panoramy miasta, zjechałyśmy na dół, a Kasi dalej nie było. Poszłyśmy więc do marketu, który był w pobliżu. W końcu dostałam od Kaśki następnego sms-a, że jest już pod pałacem, tylko w innym miejscu niż się umówiłyśmy,  ale na razie nie może się nigdzie ruszyć bo strasznie leje. Podeszłyśmy do wyjścia marketu i zobaczyłyśmy ścianę deszczu. Napisałam, że ja z tego samego powodu nie mogę podejść do niej ;) Niestety ów sms do niej nie dotarł. Odczekałam chwilę i postanowiłam zadzwonić. Nic z tego nie wyszło. Odczekałam kolejną chwilę, zadzwoniłam jeszcze raz i … udało się! Postanowiłyśmy, że poczekamy, aż deszcz trochę zmaleje i wtedy dojdziemy do siebie.
Chwilę po skończeniu rozmowy, zobaczyłam, że pada mniej i poszłyśmy pod pałac, a tam…. nie ma Kasi. W tym momencie zadzwonił telefon:
- Hej Ela, postanowiłam dojść do ciebie i jestem w markecie.
- He, he my postanowiłyśmy to samo i jesteśmy pod pałacem. Nie ruszaj się stamtąd! Już idziemy do ciebie. :D
No i w końcu się znalazłyśmy. Wręczyłam Kasi narysowane przez siebie gibony i postanowiłyśmy wyruszyć do jakieś knajpki. Poszłyśmy w deszczu do najbliższej i okazało się, że… jest zamknięta :/ W końcu udało się dotrzeć do następnej, na gorącą czekoladę i dalej poszło już bez specjalnych rewelacji.
 

W drodze powrotnej kupiliśmy kwiatki i czekoladki d

Tyle na dzisiaj...

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

notka zbiorcza ;)

To będzie dość chaotyczna notka (jak ja!!!), taka zbieranina z tego co się wydarzyło w ostatnim czasie.
Na początek przytoczę dialog mój z Weroniką...

Werka  wzięła mój telefon komórkowy i mówi:
W: Pokaż jakie masz melodie w telefonie.
J: Nie będziemy teraz włączać, bo babcia z dziadkiem oglądają film.
W: No daj.
J: Nie, bo oglądają film i będziemy przeszkadzać!
W: No pokaż.
J: Nie bo oglądają film!!
W: Chcesz żebym rzuciła zły czar na twój telefon ? – zagroziła. ;)
J: Werka przestań, przecież to nie tak, że nie chcę włączyć, tylko dlatego, że oglądają film!!!
W: Cicho nie krzycz, bo im zagłuszysz film.
Nic dodać, nic ująć… ;)
***
Nie wiem czy wspominałam, że lubię rozwiązywać łamigłówki. Ostatnio robiłam taką jedną. Mamrotałam przy tym pod nosem, a siostra stwierdziła, że widzi jak mi trybiki w głowie pracują. Męczyłam się z nią (łamigłówką, nie siostrą)  około 2 tygodni i sama już nie wiem czy była taka trudna, czy to ja miałam jakieś zaćmienie ;) W każdym razie moje dwutygodniowe męczenie się przyniosło efekt, w postaci rozwiązanej łamigłówki.  :D :D
***
 Przedwczoraj skończyłam jeden z rysunków :) Rysowałam gibony, mamusię (lub tatusia, w sumie to nie jestem pewna :]) z dzieckiem. Umazałam się przy pracy okropnie. Mam nadzieję, że osobie dla której rysowałam, moje „dzieło” się spodoba ;)
 ***
Kinga z Weroniką i rodzicami pojechały na parę dni nad morze i przywiozły stamtąd fajną historyjkę:
Wiadomo miejscowość turystyczna, różne atrakcje dla przyjeżdżających m.in. przejazd bryczką. Podobno sporo tam tego było i Weronika nasłuchiwała czy jakiś konik nie nadjeżdża. W pewnym momencie idą sobie z Kingą i znów słyszą stukot, Werka krzyknęła:
„O znowu konik!” odwraca się, a tam … pani na szpilkach ;) :D
***
Więcej nie chce mi się pisać... ;)

piątek, 20 lipca 2007

Ehh...

Niniejsza notka miała być tylko krótkim dopiskiem do poprzedniej (wczorajszej), ale opublikowało mi jako nową :/ ....No nic trudno.

Dopisek brzmi tak: Niedawno przeczytałam, że kogoś blog obchodzi roczek, pomyślałam wtedy, że muszę sprawdzić kiedy mój (dawniej NASZ) blog został założony, ale coś odwróciło moją uwagę i nie sprawdziłam. Dziś mi się o tym przypomniało, zajrzałam i okazało się, że..... dziś minął równo roczek. Ależ mialam wyczucie, nie? Postawię sobie z tej okazji  tort , tylko ma trochę za dużo świeczek;)
 
Pozdrawiam Czytelników i Czytelniczki.
Z poważaniem
c.Ela ;)

czwartek, 19 lipca 2007

warsztaty

Chyba czas najwyższy napisać nową notkę, przyznaję jednak, że jakoś ciężko mi się do tego przybrać…ale dobra piszę…

Wyjazd o którym wspomniałam w poprzedniej notce mam już za sobą!

Był to wyjazd do Miedzeszyna koło Warszawy, na warsztaty organizowane przez firmę farmaceutyczną. Miałam tam okazję pojechać dzięki stowarzyszeniu „3majmy się razem”.

W tych warsztatach miałam uczestniczyć razem z Anetą, o której już wspominałam w notce, dotyczącej kwietniowej wystawy. Niestety Aneta musiała zrezygnować z wyjazdu i straciłam przez to całą ochotę na udział w nich :( Jednak nie mogłam się już wycofać…i całe szczęście :D 

W podróż wyruszyłam o 23:15 i musiałam spędzić całą noc w autobusie, co nie było zbyt komfortowe :/, ale zostało mi to wynagrodzone później! Wyszła po mnie znajoma znajomej, z którą wcześniej przeprowadziłam zaledwie dwie rozmowy przez GG, a która później okazała się fantastyczną osóbką (Kasiu o Tobie mowa :D). Dzięki niej w przerwach miedzy wykładami, miałam przeprowadzoną terapię śmiechem :D.

W ogóle spędziłam cudowny weekend. Zakwaterowani byliśmy w hotelu, w którym pokoje były dostosowane dla osób niepełnosprawnych :) i oczywiście baaardzo wygodne. Poznałam fajnych ludzi…. Wykłady były ciekawe i mam nadzieję, że nabyte wiadomości uda się spożytkować w życiu. 

Ehh wielka szkoda, że to trwało tak krótko… Piszę dość chaotycznie, ale trudno wszystko ubrać w słowa…

W niedzielę wyjechaliśmy z hotelu i czas do odjazdu autobusu spędziłam w knajpce na spotkaniu integracyjnym ze znajomymi Kasi :). Też było fajnie… :D :D
Na zakończenie wielkie dzięki dla zainteresowanych za odprowadzenie mnie do autobusu :D !!
 
Jeszcze taki mały dopisek, do tematu z poprzedniej notki. Jak wiecie byłam w Ściegnach koło Karpacza…Przywiozłam stamtąd kartki. Na jednej widniał Karpacz, na drugiej Karkonosze. Werka połączyła jedno z drugim i stwierdziła: to „Karpaczonosze”!!!  :D :D :D ...Hehe fajny neologizm nieprawdaż??

wtorek, 3 lipca 2007

wyjazd, powrót, relacja...

W komentarzu zostało mi zarzucone (słusznie zresztą :D), że jestem leniem, więc postanowiłam wziąć się do roboty i napisać nową notkę.

20 czerwca dostałam maila od koleżanki, z pytaniem czy nie miałabym ochoty do niej przyjechać na parę dni. Ochotę oczywiście miałam, więc zadzwoniłam z pytaniem, kiedy mój przyjazd miałby nastąpić. Stwierdziła, że mogę od razu. Od razu było dla mnie za szybko i pojechałam 25 czerwca. Spędziłam bardzo miły tydzień w Ściegnach koło Karpacza. Jak oglądałam cudne widoki, to chwilami czułam się jak w bajce :D. Z Iwoną czas spędzałyśmy głównie plotkując na rozmaite tematy.

A teraz zmiana tematu...
Po moim powrocie od Iwony, zdano mi krótką relację z wystawy, między innymi moich prac, która to miała miejsce w areszcie śledczym w Warszawie. Rysunki i zdjęcia podobno się podobały. Żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w tej wystawie, tym bardziej, że była w takim nietypowym miejscu :]. Myślę, ze to by było fajne doświadczenie, przebywać wśród więźniów w areszcie śledczym ;).

Teraz trwają przygotowania do kolejnego wyjazdu, ale o tym następnym razem…

piątek, 8 czerwca 2007

Wyjazd Aaa!!!

Małe sprostowanie!
Poniższą notkę pisała Kinga. Jesteśmy zalogowane pod jednym adresem i zamiast na jej blogu, notka opublikowała się na moim...tak wyszło. Postanowiłam nie kasować tej notki, przecież jeszcze nie tak dawno to był nasz wspólny blog...

Heyka =***
Łohoho! Piszę dzisiaj noteczkę i zmieniam adres bloga, bo dostał się w niepowołane ręce. haha^^ Jutro mój pierwszy wyjazd i to jak daleko :D:D Hmm... Dokładnie to do Świdnicy pod WroclawiemxP
Prawie góry no niee?=P Nom jedziemy w sobote o 1:00 w nocy:D
Praktycznie jadą trzy piętrowe autokary:) Niop.. tam jesteśmy całą niedziele  i wystepujemy, a w poniedziałek wracamy:)
Ja tańczę solo i miniformacje:) Do mini bede miała normlanie strój,  a dzisiaj sie okazało,zenie ma dla mnie zadnego na solo;/;/
To pojechałam z mamą do takiego sklepu i kupiłam srebrno biały taki świecący i jest G;* ;) Ajć^^ Już sie nie moge doczekać:P 
Najgorsza rzecz jest taka, że mam straszną chorobe  lokomocyjną! AaA!!! co to będziexD?? Diobra.. przeżyje jakoś =P
Właśnie trwają przeróbki nad moim strojem, bo wiecie..mój musi być IdEoLo xPxPxP Hmm... zastanawiam się jak ja tam pojade :P
Jakoś wygladać trzeba, w końcu jestem z Shock Dance xDxD
Dobra.. Ja lecem Uff! Ale sie boje wyjazdu xD
Bu$$ka =****

sobota, 19 maja 2007

Piwo

Oto zaległa notka, która miała być napisana jeszcze przed moim wyjazdem.

Jakiś czas temu Weronika razem z mamą zasadziły na placu zabaw kasztana. Jakiś czas po tym zdarzeniu, mówi do mnie:
- Pójdziesz ze mną podlać roślinkę? Mama jest zmęczona i zła, a Ty widzę, że nie bo jesteś wesoła.                                                                                            
– Taaak? No widzisz , bo ja zawsze jestem wesoła.
- No własnie, a mama zawsze jest zła.
- Przecież nie jest tak. Mama bywa wesoła, a ja bywam smutna.
- No ale ty, nawet jak jesteś smutna, to jesteś wesoła.

Hmm...uznałam to za komplement i ...poszłam z małą podlać roślinkę.

Gdy doszłyśmy na placyk pytam ją:
- I co gdzie tą roślinkę zasadziłyście?
- Nie pamiętam dokładnie, gdzieś tu - zatoczyła
rączką
kółko.
- No dobra lej tutaj, woda i tak się rozleje, może dotrze do roślinki.
 
Później oczywiście wyprosiła trochę czasu na zabawę, chociaż miało być tylko podlewanie i nie wzięła nawet zabawek. Wypatrzyła w tłumie dzieciaków koleżankę z klasy i zaczęły razem szaleć. Później koleżanka poszła i Werka dorwała butelkę po jakimś soczku i  i zaczęła się bawić w produkcję soków pistacjowych :)  Kiedy powiedziałam, że wracamy do domu, Werka rzuciła ową butelkę i trafiła nią, w inną - szklaną (nawiasem mówiąc, kto to widział, żeby zostawiać na placu porozrzucane butelki), którą to potłukła. Szkła zostały oczywiście pozbierane i ruszyłyśmy do domu. W drodze powrotnej mówię do niej:
- No widzisz narozrabiałaś.
Werka ignorując to co powiedziałam, zagadnęła:
- A wiesz, tam, na placu, panowie rano piją piwo.
- Przecież te butelki nie były po piwie, tylko po soku.
- No ale tam były też kawałki szkła z brązowych butelek, a to piwo jest właśnie w takich butelkach, nie soczki.
- Tak, a skąd ty wiesz [?]
- Bo ja się znam na piwach!
Hmmm...  [?]  myślę sobie, ciekawe skąd ?! U nas w rodzinie nie ma specjalnie piwoszów, więc pytam dalej:
- A jakie piwo znasz?
- Na przykład "BÓBR"!* 
:) Wstrzymując śmiech pytam dalej:
- A jakie jeszcze?
- Więcej nie znam.
...Te odpowiedzi nieco mnie uspokoiły :D :D :D

* A może to ja się nie znam i jest takie??

środa, 2 maja 2007

wystawa

Miniony weekend obfitował w wydarzenia, jednak postaram się nie rozpisywać za bardzo.

Ciągle jestem pod wrażenie tego wszystkiego co miało miejsce, więc może być nieco chaotycznie, mam jednak nadzieję, że połapiecie się w tym co zaraz napiszę. 

Początek owych wydarzeń, w zasadzie miał miejsce już w grudniu, kiedy to Agnieszka B - koleżanka ze Stowarzyszenia 3majmy się razem, przysłała mi maila z pytaniem czy chciałabym wystawić swoje prace. Oczywiście wyraziłam chęć i od grudnia pochłonięta byłam rysowaniem.
W zorganizowaniu wystawy brało udział wyżej wymienione Stowarzyszenie 3majmy się razem oraz Polskie Towarzystwo Edukacji Prawnej. Poza mną swoje prace wystawiały dwie koleżanki: Aneta M. – prace wykonane w programie Photoshop i Anna S. – zdjęcia. Każda z nas pochodzi z innego miasta Polski i nie łatwo było to wszystko poskładać w całość.

Anetę M. poznałam,  kiedy to obie uczęszczałyśmy do szkoły podstawowej, podczas pobytu w sanatorium. Po minionym turnusie nasze drogi rozeszły się i teraz miałyśmy spotkać się po 17 latach niewidzenia.

Wernisaż odbył się 27 kwietnia 2007 r. w Domu Kultury Śródmieście w Warszawie.  
Byłam nieco podenerwowana, a zarazem zadowolona, zarówno z powodu wystawy jak i spotkania. Nie byłam przygotowana na taki rozmach imprezy i byłam w lekkim szoku. Wystąpił zespół taneczny i muzyczny. Był poczęstunek i przedstawienie teatralne. 

Sporą część prac udało się sprzedać, co podniosło trochę moją wiarę w moje umiejętności.
Po wystawie czas spędziłam  z Agnieszką i Anetą, z którą powspominałyśmy dawne czasy.

Na zakończenie jeszcze raz wielkie dzięki dla Ciebie Agnieszko! Dla Stowarzyszenia 3majmy się razem, dla PSEP-u i p.Mariny.

W stolicy spędziłam czas u rodziny, której też nie widziałam ładnych parę lat i to również wpłynęło na mój dobry nastrój.

No to chyba już wszystko. Udało mi się nie rozpisać za bardzo. Zresztą trudno ubrać w słowa wszystkie wrażenia i emocje.

Następnym razem umieszczę zaległą notkę o Weronice, którą to miałam napisać przed wyjazdem do Warszawy.

czwartek, 26 kwietnia 2007

na szybko

Chciałam napisać długa notkę, ale okazało się, że nie zdążę. Później stwierdziłam, że napiszę innym razem, ale niechcący opublikowałam post, w którym ...nic nie było...
Zakręcona, zakręcona...tak to jest jak się człowiek spieszy.

piątek, 13 kwietnia 2007

gazetka

Weronika chyba się dorwała do czasopism Kingi i za dużo oglądała telewizji, bo postanowiła zrobić swoją własną gazetkę dla młodzieży. Opiszę Wam strona po stronie jak to dzieło wygląda. Na czarno będą moje dopiski wyjaśniające, a teksty Weroniki  napisane na czerwono.

STRONA 1 (tytułowa)

Na górze strony umieszczony jest tytuł „Łał!” Obok umieszczone są dwa obrazki, jeden przedstawia panią pokaźnych rozmiarów i nad nim umieszczony jest napis „PRZED”, na drugim widniej pani, odpowiednio pomniejszona z napisem „PO”.
Poniżej, jak to na okładce, dwie uśmiechnięte dziewczyny, jedna w całości, druga w połowie (bo się nie zmieściła).

STRONA 2- nie zawiera nic

STRONA 3

Rzucił cię chłopak??
Zadzwoń:
323 serce104 serce 505.
A my ci powiemy co masz robić.

Na dole widniej rysunek -> dwie dziewczyny rozmawiające ze sobą przez telefon.
STRONA 4
 
Z boku strony jest podany numer telefonu: 505/401/323.
Na górze strony jest zagadka do rozwiązania:

(w miejsce znaku zapytania, trzeba oczywiści wstawić brakujący obrazek)

Rozwiąż zagadkę i wygraj: marsa, możliwą gejsze
(dla niezorientowanych, gejsza to taki cukierek), dumla ( w tym miejscu, narysowany jest czerwony prostokącik, co ma oznaczać dumla o smaku owocowym) i dumla (tu prostokącik brązowy, można się domyślić co oznacza).
Pod spodem narysowane są 4 wyżej wymienione cukierki.

Poniżej:
Podaj adres.
Damy cukierki pieszo (cokolwiek to znaczy)
KUPON ZNAJDZIESZ NA S.6.

STRONA 5

Schudnij, pomniejsz dzięki metamorfozie!  ZADZWOŃ:
305 serce 610 serce 548

Poniżej jest rysunek z cyklu "PRZED" I "PO".

strona 6

Wpisz chasło Ale odwrotnie.
Tu -> kratki na hasło
Pszekonasz się jakie to chasło.
Obok znajduje się krzyżówka obrazkowa: diagram i rysunki na podstawie ktorych, trzeba odgadnąć wyrazy i wpisać do owego diagramu.
Poniżej znajduje się oczywiście KUPON do zadanka ze strony 4.

STRONA 7


Na górze tej strony widnieje napis:

MINKI NA KOMÓRKĘ.

Poniżej kolekcja 12 minek.

Uff...Koniec.
Napracowałam się chyba bardziej niż ona :D
I jak podoba się??? Profesjonalne...jak na ośmiolatkę :D :D

UWAGA!!!
Podane numery są zmyślone ;)
Przepraszam za błędy, pisałam tak, jak to było w oryginale.
 ***
A teraz jeszcze coś z dzisiaj.

Wstawiłam sobie wodę na herbatę, zagotowała się i gwizdek z czajnika "zawył" głośno. Już cię biorę, nie wrzeszcz tak - rzekłam do czajnika :D a Werka na to: on krzyczy, bo go w pupę parzy :D :D

(c. Ela)

sobota, 7 kwietnia 2007

życzenia świąteczne

Przepraszam bardzo za długie niepisanie notek, ale tak się jakoś złożyło. W tej chwili też nie będę się rozpisywać, bo nie mam za dużo czasu.
Chcę złożyć wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom życzenia świąteczne.
 













Zdrowych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy, suto zastawionych stołów, dużo wody w poniedziałek, bogatego zająca i jak najmilszych spotkań w gronie przyjaciół i rodziny życzy...c.Ela

piątek, 16 marca 2007

Noteczka pożegnalna... [Kinga]

Siemaneczko :*:)

Mam dla Wszystkich wiadomość specjalną;]
Odchodzę, i ten blog będzie tylko c.Eli;]
No więc...to koniec notki...
Koniec Wszystkiego..
No..To papa:*:*
a Raczej ŻEGNAJCIE KOCHANI:*:*
Zaglądajcie na mojego bloga

 (c. Ela)

poniedziałek, 26 lutego 2007

o tym i o owym (c.Ela)

Dość długo już nie pisałam, ale tak się jakoś złożyło. Teraz nieco chaotycznie o tym i o owym.
***
W sobotę byłam na 19 urodzinach siostrzeńca. Nie pamiętam kiedy się tak uśmiałam. Przebywanie z takimi ludźmi, jacy byli na tej imprezie, może służyć za kurację odchudzającą :D Mięśnie brzuszne i policzkowe pracowały pełną parą :D Nie będę się rozpisywać, powiem krótko, było super!
***
W zeszłym tygodniu oglądałam serię programów o Pingwinkach i jestem pod ich wielkim urokiem. Są cudne. Uwielbiam patrzeć jak się kiwają  na boczki. :]
Chciałabym bardzo zobaczyć Pingusie na żywo…ech.
***
Niedawno udało mi się, dzięki Internetowi, odnowić znajomość z koleżanką, z którą przebywałam w sanatorium. Ja chodziłam wtedy do IV klasy szkoły podstawowej, ona do II.
Trafiłyśmy na siebie w necie przez zupełny przypadek. Fajna sprawa nie?? :D

***
Na zakończenie przytoczę jeszcze dialog  z Weroniką. Wchodzę do pokoju i patrzę, że mała czegoś szuka, wiec pytam żartem:
J: Weronika, a ty co tam rozrabiasz?
W: Ja nic nie rozrabiam!
J: Phi… Akurat!! Ty i nic?!
W: TERAZ nic!!! :D :D :D

(c. Ela)

środa, 7 lutego 2007

inwazja zapalniczek ;) (c.Ela)

Wczoraj wchodzę do pokoju, patrzę, a moja mama robi sobie porządek w torebce. Całą zawartość rozłożyła na ławie, w celu posegregowania. Wspomnę jeszcze, że moja droga rodzicielka jest nałogową palaczką ;/  i toczę z nią o to wojnę. Wiecie co ujrzałam na ławie???..........Zapalniczki!!! Niby nic dziwnego skoro pali,  ale żeby nosić…………8 sztuk w torebce?!?!. Matko kochana jak to zobaczyłam, to mimo, iż drażni mnie bardzo to jej palenie, to zaczęłam się strasznie śmiać :D
Jednak to jeszcze nic, dziś okazało się, że w szufladzie mieliśmy...... pół reklamówki zapalniczek.......... Uwierzycie?? Żeby ktoś z domowników był kolekcjonerem, to jeszcze rozumiem, ale nie, nikt z nas nie jest zbieraczem zapalniczek.

A teraz zmiana tematu. Przed świętami przeglądałam sobie taką babska, kolorową gazetkę. Patrzę w róg strony, a tam konkurs esemesowy. Do wygrania były gry dla dzieci, a pośród nich jakieś „Wróżki”.  Pomyślałam sobie, że Werci by się spodobały, więc wzięłam telefon i wysłałam sms-a z odpowiedzią na „bardzo trudne” pytanie, w stylu: Czy gry rozwijają wyobraźnię?? Jeśli uważasz, że tak  wyślij sms o treści TAK….itd.
2 stycznia odebrałam telefon z wiadomością, że wygrałam.  W miniony piątek przyszło awizo, a moja droga mama wyręczyła mnie i poszła z Kingą na pocztę odebrać paczkę. Mogła to zrobić gdyż mamy tak samo na imię :D
Tak w ogóle, to na tym awizo było napisane tylko, że jest do odebrania list polecony i nie było wiadomo o co chodzi. Jak wracały z tej poczty, Kinga wbiegła pierwsza po schodach i stwierdziła, ze ten list to wezwanie na policję 8 / Pierwsze co pomyślałam, że to jednak nie do mnie, bo przecież nie brałam udziału w niczym takim, przez co musiałabym się stawiać na policji. Moja droga mamusia też na pewno nic nie przeskrobała, ale myślałam, że może była świadkiem jakiegoś przestępstwa albo co…. Po chwili weszła mama z paczką i już wszystko było jasne :D Jednak co się nabrałam, to się nabrałam…o naiwności.
A jeśli chodzi o gry, to okazało się, że te „Wróżki” wcale się Werci tak bardzo nie podobają, ale za to przypadła jej do gustu inna gra i oczywiście byłam zatrudniona jako przeciwnik w rozgrywce.
Jedna z gier (przepraszam za ciągłe powtórki tego samego słowa, ale nie umiałam znaleźć synonimu) „Kim ja jestem” polega na odgadywaniu…. kim się jest. Losuje się kartę i nie zaglądając co na niej widnieje, wsuwa się ją w opaskę na głowie. Potem współgraczom zadaje się pytania w stylu: „czy jestem z drewna?”, „czy jestem duża?”, „czy jestem zwierzątkiem?” itp. i zbierając te informacje, można w końcu wywnioskować co widniej na obrazku.
Weronisia, nasza chudzinka, której wbrew pozorom apetyt baaardzo dopisuje, prawie zawsze zaczyna tak:
„czy ja jestem do jedzenia?”, „czy można mnie zjeść?” itp., a kiedy jest zwierzątkiem to pyta: "czy jestem zwierzątkiem, które się zjada?" :D :D

No to tyle na dzisiaj....... 
 

(SzŁoDzIkI)