piątek, 24 maja 2013

Głuchy telefon

Dzwoni Kinga, odbieram...
ja: cześć
Kinga: No hej, sory że ci przeszkadzam... Dzwoniła  do mnie Wera, żebym przekazała mamie, że wróci godzinę później ze szkoły. Ja nie mam nic na koncie, więc nie mogę, a do ciebie mam darmowe, dlatego dzwonie do ciebie, a Ty wyślij sms-a za mnie, ok?
ja: ok. A czemu Wera sama do mamy nie zadzwoniła?
Kinga: bo jej się rozładowała komórka czy coś i skorzystała z telefonu koleżanki i tylko mój numer zna na pamięć.
ja: aha, ok
Kinga: no pa
ja: pa

bez komentarza :)

sobota, 18 maja 2013

kurs grafiki

Sporo się dzieje ostatnimi czasy... Między innymi uczęszczam na kurs grafiki komputerowej. Przerobiliśmy Adobe Photoshop, aktualnie tworzymy w CorelDRAW, a czeka nas jeszcze Adobe InDesign. Grafiką pasjonowałam się od dawna, ale do tej pory tworzyłam jakieś drobne rzeczy, ucząc się z materiałów zamieszczonych w internecie. I choć można znaleźć sporo informacji, samouczków i instrukcji z zakresu różnych programów do grafiki, to zdecydowanie nie to samo. Niestety kurs trwa tylko 60 godzin lekcyjnych, więc trochę mało, ażeby zagłębić się w temat, ale dobre i to :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Przyszła biolożka?

Byłam wczoraj z wizytą u mojej chrześniaczki Alicji. Ala jest miłośniczką wszystkich stworzeń. Upodobała sobie owady. W swojej kolekcji oprócz pająków, muchy, pasikonika czy szczypawicy, ma nawet... modliszkę. Jednakże gustuje nie tylko w owadach. Chętnie bawi się też nietoperzem, skorpionem i wężem. 
Jestem arachnofobiczką i ogólnie nie pałam sympatią do tego rodzaju stworzonek. Czułam się mało komfortowo, bawiąc się się z Alą tymi, plastikowymi (na szczęście!) stworkami. Ale czego się nie robi dla jedynej, kochanej chrześnicy :)
Ala z najnowszym nabytkiem :)
Urocza kolekcja Alicji :)

czwartek, 14 marca 2013

Fiodor

Mamy nowego domownika :) Ma na imię Fiodor. Jego ruchy są pełne wdzięku, jest bardzo towarzyski, ma wąsy, bialutką sierść i głośno miauczy ;) Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia :D Gości u nas od wczoraj i zostanie przez około dwa miesiące. Właściciel musiał wyjechać, dlatego Fiodorek trafił do nas pod opiekę. 
Od wczoraj przemierzył masę kilometrów, poznaje nowe tereny. Wiem już że nie lubi głaskania po brzuszku, bo kiedy spróbowałam pokazał, że jest wyposażony w zęby i pazury ;)
W ciągu dnia miauczy niewiele, ale wieczorem i nad ranem pokazuje na co go stać ;P 
Fiodor

środa, 6 marca 2013

Odwiedziny

Odwiedziła mnie wena twórcza i powiedziała: "Wykorzystaj mnie" ;P Dawno do mnie nie przychodziła, więc grzechem byłoby nie skorzystać z jej propozycji ;P
Oto nasze dziecko:
Martwa natura - pastele suche na papierze

sobota, 26 stycznia 2013

Twarde lądowanie

W poprzedniej notce pisałam jak to jest ślisko i niebezpiecznie. Dziś mogę donieść, że odczułam to boleśnie na własnej skórze.

Idę sobie zadowolona do kuzynki na ścięcie włosów. Idę ostrożnie, ale i tak po chwili zobaczyłam… niebo.  Kolokwialnie mówiąc wywinęłam orła.  Nie było miękkiego lądowania… najdotkliwiej odczuła to moja głowa i łokcie.  Dobrze, że przechodziła pewna dziewczyna, która pomogła mi się pozbierać. Podała okulary, które niepostrzeżenie spadły mi z nosa. Na szczęście wszystkie endo ostały się na swoim miejscu ;P  Gnatki pozostały w całości. I tylko mięśnie przypominają uporczywie o tym co się stało.

Jakby tego było mało, pewna starsza pani, z gatunku tych nie mających siły stać, a mających siłę przepychać się do wolnego miejsca w autobusie, zaczęła mi robić uwagi, czym do reszty popsuła mi humor.

Pocieszeniem w tym pechowym dniu, była super fryzurka zrobiona przez kuzynkę :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!

Mam nadzieję, że w 2013 będę częściej zamieszczać tutaj swoje notki ;P

Zima zawitała w Szczecinie i porządnie sypnęło śniegiem, z którego to za sprawą dodatniej temperatury zrobiła się śniegowa papka. Dziś z kolei temperatura spadła poniżej zera i zamieniła ową papkę w lód... śliski i twardy i niebezpieczny :/ Niestety w wielu miejscach nie było odśnieżone. Łatwo sobie wyobrazić jak trudno się przemieszczać. Szczególnie osoby starsze, czy niepełnosprawne mają duży problem...
Gołąbki nie mają tego problemu... i nawet ktoś o nie zadb i rzucił papu ;)
Szczecińskie gołąbki

środa, 2 stycznia 2013

RECEPTA NA CAŁY ROK

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.
SMACZNEGO!
p.s. zaczerpnięte z kalendarza ściennego :) 
 

środa, 17 października 2012

środa, 26 września 2012

Zlot Reumatyków :)

W dniach 14 - 16 września w Białobrzegach odbywał się III Ogólnopolski Zlot Młodych Chorych na Choroby Reumatyczne, zorganizowany przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”.
W dwóch poprzednich niestety nie było dane mi uczestniczyć... Nauczona doświadczeniem, wstrzymywałam się ze zbytnim entuzjazmem i nie cieszyłam się na zapas... Na szczęscie tym razem się udało :)
11 września pojechałam do Jacka, a następnie razem wyruszyliśmy do Warszawy. Już na dworcu spotkaliśmy pierwszych znajomych, a potem pod Salą Kongresową (skąd miał nas zabrać bus) robiło się nas coraz więcej :) 
Z 25 minutowym opóźnieniem wyruszyliśmy do celu tj. do hotelu w Białobrzegach :) A tam: najpierw kolacja, potem integracja przy ognichu. Humory dopisywały więc integrowanie się przebiegało pomyślnie :) Po pewnym czasie przenieśliśmy się do sali i kontynuowaliśmy poznawanie się poprzez wspólne zabawy :) Później część uczestników zmęczona mnogością wrażeń i podrożą poszła do swoich pokoi, a część do jednego z pokoi celem pogaduszek i jeszcze lepszego wzajemnego poznawania się :)
Sobota. Pyszne śniadanko w miłym towarzystwie. Posileni mogliśmy wyruszyć na pierwszy wykład: "Standardy europejskie w reumatologii a polskie realia. Co się już udało, a co jeszcze musimy osiągnąć", prowadzony przez prof. Witolda Tłustochowicza – Konsultanta Krajowego w dziedzinie reumatologii. 
Po krótkiej przerwie kawowej, następny wykład: Jak sobie radzimy w zarządzaniu swoim życiem i swoją chorobą, poprowadzony przez Jacka Santorskiego. Jak dla mnie super. Poniektórzy nie byli zadowolenia, oczekiwali bowiem cudownego przepisu na życie, a takowego jak wiadomo nie ma. Mi się podobało.... bardzo :)
W tym momencie mieliśmy zrobić sobie wspólną fotografię, ale nie wyszło... za mało czasu, za dużo do powiedzenia i zrobienia.
Następnie zostaliśmy podzieleni na grupy, bowiem były trzy wykłady: nt. zesztywniającego zapalenia stawów Kręgosłupa (ZZSK), tocznia rumieniowatego oraz reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS) + młodzieńczego idiopatycznego zapalenia stawów (MIZS). Ja z racji mojej przypadłości wybrałam się na ten trzeci, poprowadzony przez dr Ewę Walewską.
Nadszedł czas na obiad, abyśmy nie popadali z wyczerpania ;) A po posiłku kolejne wykłady. Tym razem mowa o tym jak sobie radzić kiedy życie boli... też z podziałem na grupy... mi przypadł poprowadzony przez Jacka Santorskiego i dr Agnieszkę Łukasiewcz.
A po trudach wykładów czas na relaks i rejs po Zalewie Zgrzyńskim. Cudnie bylo :)
Zalew Zegrzyński
R eu o ma n tycy ;)
Po rejsie kolacja i zabawa z DJ. Oj muzyka porwała mnie do tańca :) Na parkiet wyruszyły trzy szczecinianki :) Później przykład wzięła reszta i też ruszyli w tan. Tańczyłam i tańczyłam... Jacek też mi czasem towarzyszył w tańcu :)
Tak się bawią reumatycy :)


Rankiem ledwie się podniosłam z łóżka i obawiałam się, jak też dotrę na śniadanie, ale jakoś dałam radę ;) Po najważniejszym posiłku dnia ostatnie wykłady: "Rola organizacji pozarządowych w procesie kształtowania polityki zdrowotnej", poprowadzony przez Annę Kadzikiewicz. Część uczestników zmęczona zabawą na wykład nie dotarła. Ja ze swoją obowiązkowością nie mogłam nie przyjść... W przerwie wymeldowanie z pokoju, potem obiadek i wyjazd. 
Żal było odjeżdżać, chociaż na dłuższą metę, byłoby to nieco męczące ;) 
Dziękuję organizatorom i wszystkim uczestnikom za świetną atmosferę :) Za humor, optymizm, wieczne uśmiechy na twarzach :)  Za to, ze mogłam brać w tym udział :)
Do odjazdu pociągu mieliśmy sporo czasu, więc odwiedziliśmy jeszcze moją kuzynkę. Około 20 wyruszyliśmy na dworzec i jakieś 2 godzinki później mknęliśmy w kierunku Strzelina.... 
U Jacka pogościłam się jeszcze do piątku i znów w podróż, tym razem do siebie, do mamusi :) .. A tu jak się okazało zaczęli w budynku wymieniać rury, co wiązało się z czasowym brakiem wody, remont dachu.... :)
A na drugi dzień kolejne atrakcje, ale to temat na kolejną notkę :)

sobota, 18 sierpnia 2012

Pyromagic, niebieskie owce i ważna decyzja...

11 sierpnia 2012 roku - Sobota . Pracująca. Analizowałam i korektorowałam od 13 do 17:15 (choć miałam krócej). Po pracy przesiedziałam cale popołudnie znużona i osowiała. 

Wieczorem o 19:45 fon od Sister...
ja: halo
S: cześć. idziesz na PYROMAGIC*
ja: na co?
S: nie wiesz co się dzieje w Szczecinie?
ja: a! (nagle mnie olśniło). Nie idę, zmęczona jestem, zero makijażu....
S: będziemy po ciebie za 15 minut.
ja: OK!

Szybki makijaż, info do Jacka, żeby nie dzwonił na domowy bo wybywam, częściowe przebranie, WC i... taaadaaam, zwarta i gotowa do akcji ;)

Zaczęliśmy od żarełka. Ja, szwagier zwany Ptysiem i siostrzenica Weronika usiedliśmy przy stoliku, Sis w tym czasie poszła po pajdę ze smalcem. Usadowiona naprzeciw Ptysia kopałam go kończynami. Po powrocie Sis, przyznałam się:
ja: podrywałam ci męża, kopałam go pod stołem,
Ptyś: no, chciała ze mną chodzić...

Po podrywach i napełnieniu żołądków połaziliśmy w oczekiwaniu na pokaz fajerwerków. W końcu się zaczęło. Pierwszy pokaz z Włoch, drugi z Chin. Oj było na co popatrzeć. Tego nawet nie da się opisać. Jednak prawdziwe show było dnia następnego, kiedy swoje fajerwerki odpaliła Portugalia. Finał ich pokazu był taki, że myślałam iż świat właśnie hucznie zakańcza swe istnienie. Huk był niesamowity, niebo rozbłysło, wszystkie wnętrzności trzęsły się we mnie, a ja stałam z rozdziawioną gębą z zachwytu. Potem jeszcze Czechy, które wygrały (według mnie lepsza była Portugalia) i pozakonkursowy pokaz Polski.

Po tych atrakcja znów późne pójście spać i ciężko było wstać rano do roboty, ale co tam nie na co dzień można obejrzeć koniec świata ;P

Więcej o festiwalu tutaj

* Międzynarodowy Festiwal Ogni Sztucznych

13 sierpnia 2012 - Poniedziałek. Choć zmęczona, jednakże w pełni świadoma napisałam do szefowej, że nie chcę przedłużać umowy. Być może decyzja błędna, ale MOJA. Nie nadaję się do tej pracy i kropka.

15 sierpnia 2012 - Środa. Nawiedziłam siostrzeńca i porobiłam mu porządki w papierach. W wynagrodzeniu dostałam napoleonkę. 

17 sierpnia - Piątek. Byłam z siostrzenicą na szczecińskich Jasnych Błoniach oglądać pokojowe stadko niebieskich owieczek.  


18 sierpnia 2012 - DZIŚ. Sobota. WOLNA. Spałam do 10:30 :D Siedziałam przed TV. Czytałam. Generalnie pełen relaks!!!

p.s. Na blogu, można zaobserwować częste zmiany obrazka w nagłówku, albowiem lubię bawić się grafiką :P
 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Bez tytułu :P

Narzeczony mnie nawiedził :D Niestety tylko na kilka dni.. ale dobre i to  :D Póki co jeszcze jest, a odjedzie kiedy będzie musiał.

Kilka dni temu odwiedziła mnie moja czteroletnia  chrześnica. Zawsze wtedy tworzymy. Tym razem lepiłyśmy z plasteliny. Zajrzałam do mojej magicznej szuflady, w której kryją się różne duperele przydatne do prac plastycznych. Wyjęłam koraliki i Ala cudownie wbijała koralik, po koraliku w plastelinkę. Powstały istne dzieła sztuki:D Powiedziała, że wszystko to zostawi dla mnie, aby mi świeciło w nocy i przypominało mi o niej :)

W pracy jakoś idzie pomału, może nawet zbyt pomału...

Mojego niewyspania ciąg dalszy. Chodzę jakaś zamroczona.

czwartek, 19 lipca 2012

Lato przyjdź!

Myślałam, że po "przeprowadzce" będę pisać bardziej regularnie, ale widać systematyczność nie leży w mojej naturze.

Pogoda z latem ma niewiele wspólnego, teoretycznie więc sprzyja pisaniu notek, zniechęca bowiem do wychodzenia z domu. Jednakże ta "szaroburość" sprawia też, że czuję się ospała, zmęczona, zniechęcona i jakaś taka niewyraźna... 

Szkolenie, o którym pisałam wcześniej dobiegło końca i zakończyło się podpisaniem umowy o pracę, w wymiarze 3/4 etatu, na okres próbny trzech miesięcy, na stanowisku - korektor danych. Czasem, a nawet częściej wspomagam się radą koleżanki, bo nie zawsze jeszcze wiem co z czym i do czego :P Wydaje mi się, że to jednak nie jest praca dla mnie i po okresie próbnym przyjdzie chyba mi się pożegnać z robotą... no ale, pożyjemy zobaczymy. 

http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25739/panda425.jpegW minioną sobotę opuściłam cztery ściany i wyruszyłam pozałatwiać sprawy, na pocztę, do biblioteki, do sklepu... Niebo było z lekka zachmurzone, ale pomyślałam, że nawet jeśli skapnie trochę deszczu, to przecież z cukru nie jestem. No i spadło, ale nie trochę. Wróciłam do domu jak zmokła kura, w butach mi chlupało, ociekałam wodą i żeby było zabawniej to mój NIE-wodoodporny tusz spłynął z rzęs, upodobniając mnie do pandy ;P 

Nie napisałam jeszcze czegoś niezwykle ważnego, cóż za niedopatrzenie z mojej strony. Dawna współautorka bloga Kinga, zdała maturę i dostała się na studia! Od października zacznie studiować Gospodarkę Przestrzenną na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. 

Właśnie znów zaczęło padać, a nawet grzmieć z lekka... eh 
Słońca mi trzeba... muszę doładować akumulatorki energią słoneczną, na długą jesień i zimę... inaczej grozi mi depresja sezonowa :P

środa, 11 lipca 2012

Placki ziemniaczane. Domowe najlepsze?

Ja: Mmmm, dobre te placki, takie chrupiące, jakby inne. Mamo robiłaś jakos inaczej te dzisiejsze placki niż zazwyczaj?
Mama: Kupiłam te w proszku z Knorra.
;P